Wadi Rum pod gwiazdami

o noclegu na pustyni, który nie potrzebuje gwiazdek - ma ich miliony

Był rok 2017. Schodziłyśmy ze szczytu Masady w Izraelu. Słońce unoszące się coraz wyżej, powoli zaczynało przypalać nam twarze i ramiona. Dookoła sucha, skalista pustynia, a na wschodzie imponujące naciekami słone pola, przedsionek Morza Martwego. Krajobraz zupełnie jak z innej planety. A my lubimy inne planety. Już wiedziałyśmy, że ten suchy, piaszczysty, niby martwy krajobraz Izraela okazał się zaskakująco bogaty w outdoorowe możliwości. I chciałyśmy spróbować więcej tego typu planet. Czasami, przy dobrej widoczności, po drugiej stronie Morza Martwego majaczył ląd Jordanii, więc decyzja była w sumie najprostsza z możliwych. Musimy sprawdzić jak wygląda świat po drugiej stronie, za wielkim jeziorem słonej wody. Kiedy rok później Ryanair otworzył nowe połączenie do Ammanu i połowa Polski zaczęła wyjeżdżać na jordańskie wakacje, stwierdziłyśmy, że nie ma na co czekać, lepsza okazja może się już nie powtórzyć. Zebrałyśmy 8 osobową ekipę chętnych na wyjazd i zaczęłyśmy szukać informacji o tej bardziej outdoorowej stronie Jordanii. Pewnie nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że pustynia Wadi Rum od razu zainteresowała nas najbardziej.

Przed wyjazdem przeczesywałam internet w poszukiwaniu noclegu i miejsc do zobaczenia na czerwonej pustyni. Na całą Jordanię mieliśmy niecały tydzień, ale od początku to właśnie Wadi Rum interesowało nas najbardziej. Chcieliśmy zobaczyć na tyle dużo na ile to możliwe w ciągu tych marnych dwóch dni jakie udało nam się na nią wykroić. Czas mijał, ja wciąż szukałam i wszystkie informacje i blogi podróżnicze mówiły jedno – w zasadzie jedyną opcją noclegu na pustyni jest spanie w jednym z wielu obozów dla turystów, do tego zwykle w pakiecie z przewodnikiem który obwozi po najciekawszych miejscach dookoła. Warunki spania – namioty, niektóre wręcz luksusowe, do tego pyszne tradycyjne wyżywienie i obsługa zbierająca same najlepsze komentarze i oceny. No i OK. Tylko gdzieś tam siedział w głowie mały niewiedzący za bardzo czego chce niedosyt. No bo jak tu przejechać tyle kilometrów, być na Wadi Rum i marnować czas na spanie w łóżku, pod pościelą i płachtą namiotu, jeśli można by mieć nad głową rozgwieżdżone pustynne niebo? Kiedy wyjazd zbliżał się już wielkimi krokami i usiadłam, żeby ostatecznie zarezerwować jeden z obozów, przypadkiem natrafiłam na zdjęcie, które w sekundzie zaradziło mojemu FOMO (ang. Fear of Missing Out). Jedno zdjęcie, dwa słowa – “bivouac camping”. Tradycyjny zwyczaj, który stał się niestety jedynie rzadką alternatywą dla outdoorowych hipsterów.

Czerwona pustynia Wadi Rum w Jordanii
Łuk skalny na pustyni Wadi Rum w Jordanii
Zwiedzanie Wadi Rum - kanion

Bivouac camping

 

O co chodzi w bivouac camping? I dlaczego kiedy tylko to odkryłam oczy od razu mi zaiskrzyły? Otóż jest to nocleg na dziko, pod gwiazdami i bez namiotów, ale z przewodnikiem. W zależności od warunków pogodowych Beduin wybiera albo przyjemne miejsce na środku pustyni, albo częściej jakąś jaskinię, grotę skalną, która idealnie chroni przed wiatrem i deszczem. W taki właśnie sposób miejscowi nomadzi nocowali na pustyni zanim większość z nich osiedliła się na stałe w wiosce Wadi Rum i w okolicę zaczęły napływać tłumy turystów.

Okazuje się jednak, że o ile jeśli chodzi o obozy z namiotami wybór jest tak duży, że naprawdę ciężko się zdecydować, o tyle bivouac camping to przyjemność, którą organizuje coraz mniej firm. Nie jest łatwo, ja natrafiłem dosłownie na parę stron internetowych, więc zaoszczędzę Wam na szukaniu i podzielę się moją listą:

Bedouin Directions:
https://wadirumjeeptours.com/bivouac-under-the-stars-wadi-rum

Wadi Rum Jordan Guide:
https://www.wadirumjordanguide.com/camping

Wadi Rum Nomads:
https://www.wadirumnomads.com/overnight-stay-options-wadi-rum-desert/bivouac-camping/ (uwaga, nam odpisali, że w szczycie sezonu nie oferują pełnego bivouac camping, tylko spanie pod chmurką niedaleko ich obozu, z kolacją i śniadaniem w obozie)

Wadi Rum Stillness:
https://www.wadirumstillness.com/night-under-the-stars/ – z którego my skorzystaliśmy.

Obóz na Wadi Rum - czajnik ze słodka herbatą

Warto zarezerwować taki nocleg przynajmniej na dwa, trzy tygodnie przed wyjazdem. Ja bookowałam na nieco ponad tydzień przed i naprawdę nie było już łatwo.

W pakiecie z takim bivouac camping, podobnie jak i w noclegach obozowych Beduini proponują zwiedzanie Wadi Rum na pace pick-upa, albo w jeepie, z lokalnym przewodnikiem. Jeśli chodzi o poszczególne punkty na trasie, to o ile jedziecie większą grupą (nas było 8) możecie zawsze poprosić o zobaczenie jakiś szczególnych miejsc, w które chcielibyście pojechać, lub ominięcie innych. Przewodnicy są otwarci na zmiany trasy i chętnie zawiozą Was gdzie chcecie (oczywiście o ile będzie to w sensownej odległości), albo dadzą więcej czasu kiedy chcecie pobyć gdzieś dłużej. Natomiast jeśli nie macie pojęcia co zobaczyć na Wadi Rum, pokażą Wam po prostu wszystkie ciekawe, turystyczne “must see” miejscówki.

My zdecydowaliśmy się pierwszego dnia objeździć pustynię oglądając właśnie wszystkie te “obowiązkowe” punkty, a drugiego dnia wspiąć się na najwyższy szczyt Jordanii – Jabal Umm ad Dami o wysokości 1854 m n.p.m.

Ceny bivouac camping połączonego ze zwiedzaniem nieco się różnią w zależności od firmy i liczby osób. My przy grupie 8 osobowej zapłaciliśmy 120JD za osobę (ok 650 zł). Cena obejmowała:

  • nocleg w grocie (łącznie z materacami, kocami i nawet ku naszemu zdziwieniu z lokalnym muzykiem, który wieczorem przygrywał nam przy ognisku),
  • wyżywienie (dwa lunche, kolacje i śniadanie)
  • dwa dni zwiedzania Wadi Rum dwoma pickupami z dwoma przewodnikami/kierowcami
  • nielimitowaną ilość słodkiej beduińskiej herbaty, w której łączną ilość cukru można liczyć w kilogramach.

Nie obejmuje natomiast biletu wstępu do rezerwatu Wadi Rum (5 JOD – 27 zł), który musicie zakupić w punkcie informacyjnym przy wjeździe do wioski Wadi Rum.

Krajobraz Wadi Rum
Zwiedzanie Wadi Rum w Jordanii

Rzadko kiedy w naszych podróżach korzystamy z usług przewodników, ale muszę przyznać że było to dobre rozwiązanie przy tak krótkim czasie, jaki mieliśmy na Wadi Rum. Po pierwsze i najważniejsze, nasi przewodnicy dobrze mówili po angielsku i chętnie odpowiadali nam na wszystkie pytania związane z pustynią, ich życiem, Jordanią, jej historią i geopolityką. Po drugie, warto wynająć przewodników choćby dla samego… jedzenia! 😀 W ciągu dnia Beduini przygotowywali nam pyszne posiłki ze świeżych warzyw i owoców, pełne hummusu, baba ghanoush, ciepłej pity i herbaty. Proste, ale przepyszne!

No i oczywiscie transport. Na Wadi Rum nie można wjeżdżać zwykłym, osobowym samochodem. Można za to wypożyczyć samochód terenowy i za dodatkową opłatą przemierzać pustynię na własną rękę. Tyle, że pustynia jest wielka i w praktyce, mając tak mało czasu, stwierdziliśmy że więcej zobaczymy i dowiemy się o tym miejscu jeśli wynajmiemy przewodników, którzy obwiozą nas swoim samochodami po czerwonych piaskach.

Przemierzanie Wadi Rum na własną rękę na pewno jest świetną sprawą, ale wymaga też dużo porządniejszego przygotowania się, tak pod względem wyposażenia jak i pod względem informacji.

Noc pod gwiazdami

 

Wadi Rum jest miejscem, gdzie kręcono wiele filmów, których akcja rozgrywała się na Marsie. Stąd mówi się o tej pustyni jak o czerwonej planecie. U nas w grupie, od początku jordańskie suche piaszczysto-skalne krajobrazy zyskały miano wielkiej kociej kuwety. Ale cóż to była za kuweta! Piękne ogromne przestrzenie, nagle wystrzeliwujące w górę skały i nasz mały obozik wciśnięty gdzieś pod jedną z wielkich ścian, z dużym nawisem chroniącym nas przed deszczem. Dookoła stał już dawno temu postawiony murek, wyznaczający miejsce naszego noclegu, który dodatkowo osłaniał nas przed wiatrem.

Był sam początek kwietnia, wyjątkowo zimna jordańska wiosna. Jeszcze dwa tygodnie wcześniej wielu blogerów donosiło, że na Wadi Rum sypie śnieg, a w stolicy kraju, Ammanie, trwają jedne z większych w ostatnich latach powodzi. Teraz po śniegu nie było śladu, ale wciąż dookoła szalał zimny, porwisty wiatr. Opatuleni lgnęliśmy więc do ogniska, z wielkim, czarnym, osmolonym dzbankiem na środku. A w nim cukier z herbatą – zdecydowanie jeden z najcenniejszych produktów na Wadi Rum. Zauważyliśmy, że Beduini mają specjalny system mierzenia jego ilości. Dość powiedzieć że łyżeczki są zbędne, dodaje się go bez oszczędzania, odmierzając szklankami.

Przewodnicy mieli dla nas porządne materace i masę ciepłych, ciężkich kocy. Kiedy my oglądaliśmy zachód słońca na pobliskich skałach, oni przygotowali tradycyjną kolację. Mięso i warzywa ułożone na 3 piętrowym rusztowaniu, zakopane w dużej dziurze, w żarze i szczelnie zabezpieczone przed piaskiem upiekło się na pyszne, soczyste kąski. Najlepsza kolacja w outdoorze jaką w życiu jadłam. Wspólne jedzenie przy ognisku, picie ultra słodkiej herbaty, śpiewanie i rozmowy do późna z widokiem na rozgwieżdżone niebo zdecydowanie spełniło moje pustynne wymagania :).

Zachód słońca na pustyni Wadi Rum

Myślę że niezależnie od firmy, którą wybierzecie zasady będą bardzo podobne, a Beduini sympatyczni i troskliwi. Na Wadi Rum turystyka to teraz w zasadzie ich główne zajęcie. Współczesny Beduin to biznesmen, który doskonale wie jak zadowolić turystę i zebrać dobre rekomendacje. Obowiązkowe konto na fejsbooku, instagramie, do tego możliwość szybkiego kontaktu na messangerze i szczegółowe odpowiedzi na każde pytanie przed przyjazdem. My naszym przewodnikom nie mamy nic do zarzucenia, bardzo miło spędziliśmy wspólnie czas i zdecydowanie możemy ich polecić. Tym bardziej, że bivouac camping to jedyna forma noclegu jaką oferują w trosce o ochronę krajobrazu i tradycji nomadów.

Obóz, obóz, jeszcze raz obóz

 

Z tego co udało mi się zaobserwować, większość ludzi mimo wszystko nocuje w obozach dla turystów. Składają się one z wysokich, kwadratowych namiotów, postawionych na podestach i metalowych stelażach, z łóżkami i pościelą w środku. Zwykle jeden obóz to przynajmniej z paręnaście takich konstrukcji oraz jeden większy namiot jadalny i toalety. Jeśli chodzi o prysznice, z tym bywa różnie. Albo są one zorganizowane w obozie, albo turyści są przewożeni do wioski Wadi Rum, gdzie mogą się umyć.

Jeśli macie ochotę na jeszcze więcej luksusu, możecie poszukać obozów w których np. sypia się w wielkich kulach wyglądem przypominających jakieś konstrukcje z innej planety, z prysznicami, klimatyzacją i łóżkiem z baldachimem w środku. Ale musicie się wtedy liczyć z ceną ok. 130 euro za nocleg. Taki pustynny glamping, z wybrukowanymi ścieżkami dookoła, latarniami i błyszczącymi łazienkami na środku pustyni. Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy w wersji postmodernistycznej.

Im więcej podróżuję, tym bardziej obchodzi mnie jak mój pobyt w danym miejscu wpływa na nie i na miejscowych ludzi. Lubię mieć świadomość, że zostawiłam po sobie możliwie najmniejszy ślad, albo przynajmniej, że nasza turystyka wspiera lokalnych ludzi, którzy bez tego nie mieliby wielu możliwości na godny zarobek. Wiadomo świat i globalizacja idą do przodu, na pewne zmiany nie mamy dużego wpływu, ale powinniśmy przynajmniej starać się wybierać z głową. Nie jestem żadnym znawcą ekologii i gospodarki Wadi Rum, ale z ciekawości zapytałam naszego przewodnika, czy chciałby kiedyś mieć swój własny obóz dla turystów. Skrzywił się od razu.

Nasz przewodnik, lokalny Beduin opowiada o Wadi Rum

“Popatrz tam. Widzisz ten obóz? A zaraz obok niego następny? A dalej na prawo jeszcze jeden i jeszcze kolejny? Tego już nie widzisz, ale ja wiem że za tą skałą są kolejne dwa, a tam za tą górą kolejne trzy. Na lewo od nas budują następny. Na całym Wadi Rum jest ich już ponad 70. “

Wadi Rum nie wygląda już tak jak kiedyś, opowiadał dalej, jest przepełnione obozami, bo to oczywiście najlepszy sposób na przyjęcie turystów, a tych nie brakuje. Im więcej udogodnień tym więcej chętnych klientów. Na szczęście wchodzą regulacje i nie można już od tak, postawić sobie obozu gdzie się chce, trzeba najpierw uzyskać zezwolenie.

Z drugiej strony, czy rzeczywiście chcemy jeździć na drugi koniec świata, na odległe egzotyczne dla nas pustynie, po to żeby spać w łóżku i pościeli? Beduińska tradycja spania pod gołym niebem, w jaskiniach albo załamaniach skalnych powoli zanika. Fajnie, że są jeszcze tacy przewodnicy, którzy od niej nie odchodzą i pokazują turystom to, jak kiedyś żyli na pustyni. Dlatego, jeśli tylko macie okazję, zdecydowanie polecam Wam spróbować.

Spacer przez pustynie Wadi Rum w Jordanii
Krajobraz Wadi Rum - widok na pustynie

Spanie na dziko

 

Podobno na Wadi Rum można spać we własnym namiocie w specjalnie wyznaczonych do tego miejscach. W praktyce myślę, że możecie się rozłożyć gdziekolwiek, z dala od obozów dla turystów, jeśli już na pustynię traficie na własną rękę. Łatwiej o to, jeśli np idziecie szlakiem Jordan Trail, który przechodzi przez cały kraj, w tym również i przez Wadi Rum. Ale na to zdecydowanie potrzebujecie więcej, niż tylko parę dni. Piszą o tym między innymi wapniaki, których blog był dla nas świetnym źródłem wiedzy i inspiracji.

 

Pisząc ten wpis, aż zatęskniłam za czerwoną, skalistą przestrzenią i porwistym wiatrem. Mam nadzieję, że chociaż część z tych informacji przyda Wam się w podróży po tej innej, marsjańskiej planecie.

A ja idę posłodzić herbatę :).

Kuba Sochacki i Monika Zajda - zdjęcia.
div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://outdoorito.com/wp-content/uploads/2019/05/Bedouin_Camping_evening_Wadi_Rum_Jordan.jpg);background-color: transparent;background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 100px;}