Rajskie Oslo

czyli aktywny weekend w stolicy Norwegii

Danyę poznałam w Indonezji. Mieszkała wtedy na wyspie Batam, na którą można w 45 min dopłynąć z Singapuru. Była moją hostką z couchsurfingu. Korzystałam sporo z tej platformy w czasie mojej podróży po Azji i Nowej Zelandii. Po przeczytaniu jej profilu wydała mi się, nawet na moje standardy, trochę zbyt szalona. Uczyć się jednak należy od najlepszych więc postanowiłam zaryzykować. Spędziłyśmy ze sobą ponad 2 tygodnie podróżując po Jawie a po kilku tygodniach spotkałyśmy się jeszcze na Sumatrze. Kto by pomyślał, że po 5 latach znowu się zobaczymy. I nie będzie to miało nic wspólnego ze spacerami po egzotycznych plażach.

Prawie 2 lata temu Danya dostała stypendium i przeprowadziła się do Oslo. Dziewczyna w japonkach musiała nagle wskoczyć w śniegowce i zaprzyjaźnić się z czapką oraz rękawiczkami. Brzmiało to dość ekstremalnie ale nagle szalone myśli, które wymieniałyśmy kołysząc się w hamakach w małym miasteczku w centrum Sumatry stały się rzeczywistością. Byłyśmy dużo bliżej siebie, w zasięgu raptem dwugodzinnego lotu samolotem. Wstępny plan zakładał święta Bożego Narodzenia spędzone w moim rodzinnym domu. Tani bilet do Indonezji upolowany przez Danyę w ostatniej chwili zniweczył jednak ten pomysł. Prawdopodobnie gdyby nie pojawił się w jej życiu pewien Norweg, który zaraził ją miłością do sportów zimowych prędko byśmy się nie spotkały. Nie zapałałabym entuzjazmem do pomysłu zwiedzania Oslo. Słyszałam, że nie ma w nim nic ciekawego. I faktycznie gdy szukamy zabytków to za wiele ich nie znajdziemy. Natomiast podwórko do sportów zimowych to mają tam fantastyczne! Wiele miejsc jest w zasięgu pierwszej strefy komunikacji miejskiej. Jeśli jesteś stworkiem outdoorowym to bardzo możliwe, że tak wygląda dla Ciebie raj! 😉

Przez ostatnie tygodnie tegorocznej zimy wymieniałyśmy lakoniczne wiadomości na instagramie. O ich narciarsko-biegówkowych przygodach, o moich skiturach, o zjazdach na sankach po norweskich pagórkach. I w końcu padło: „Chciałabym jeździć na tyle dobrze, żebyśmy kiedyś mogły pojeździć razem!” Mi takich rzeczy nie trzeba dwa razy powtarzać. Jeździć super też nie trzeba, bo sama gwiazdą narciarstwa nie jestem. Po krótkiej wymianie wiadomości kupiłam bilet lotniczy. Dwa dni miały wystarczyć na wspólne narciarsko-saneczkowe przygody. Dzisiaj Wam o nich trochę opowiem. Pewnie nie macie w Oslo indonezyjskiej kumpeli ale może macie kogoś innego. Lub po prostu upolujecie tanie bilety i zechcecie sprawdzić moje rajskie opowieści. Tanich biletów do Oslo zimą nie brakuje. I chociaż Norwegia należy raczej do drogich krajów to ja zawsze zachęcam do wydawania pieniędzy raczej na przeżycia niż rzeczy.

Image module

Transport

 

Do Oslo

Ryanair lata do Oslo Torp z Wrocławia, Warszawy Modlin, Krakowa, Poznania, Gdańska i Katowic. Ceny zimą są niezwykle atrakcyjne. Można upolować lot w obie strony już od około 60zł. Dużo droższe jest natomiast dostanie się z lotniska do centrum miasta. Bilet w dwie strony zakupiony z wyprzedzeniem na stronie: www.torpekspressen.no kosztuje 488NOK (około 220PLN). Jedzie się niecałe 2h w bardzo komfortowych warunkach. Rozkład zsynchronizowany jest z czasem przylotów i odlotów. Po dwóch przejazdach mogę stwierdzić, że można na nim polegać.

Nie jest to pierwszy wpis o Norwegii a transportowi do Oslo poświęciłam już kiedyś spory kawałek wpisu o trekkingu w Parku Narodowym Jotunheimen. Zajrzyjcie tam po więcej opcji.

Komunikacja miejska

Jak zapewne się domyślacie również poruszanie się po Oslo nie należy do najtańszych. Za bilet 24-godzinny zapłacicie bowiem 108NOK (48PLN). Siatka metra i autobusów jest super rozbudowana. W ramach pierwszej strefy (1 zone) dojedziecie w takie miejsca jak Holmenkollen czy jezioro Sognsvann. Wartą polecenia jest aplikacja RuterBillett (Android i iOS) na której bez problemu kupicie bilety. Oszczędzi Wam to szukania automatów lub przepłacania za bilety u kierowcy autobusu.

Biegówki

 

Świetnym terenem do jazdy na biegówkach są okolice jeziora Songsvann. Można dojechać tam metrem linią numer 5 i wysiąść na stacji o takiej samej nazwie jak jezioro. Trasy zaczynają się już około 300m od stacji i mają długość od kilku do nawet kilkudziesięciu kilometrów. Świetna na początek jest licząca około 11km trasa z Songsvann do Ullevålseterveien i z powrotem. Można samemu wybrać wariant, z której strony jeziora chcemy zacząć a z której zakończyć wycieczkę. Jej wschodnia część jest oświetlona i zazwyczaj ma położony ślad. Na drzewach zamontowane są drogowskazy dzięki którym łatwo się zorientujemy w którą ścieżkę należy skręcić ale przyda się na pewno poglądowa mapa lub chociaż ten link zapisany w telefonie: https://www.skiforeningen.no/marka/loyper/?id=711 W Ullevålseterveien jest kafejka w której możecie zjeść i napić się czegoś ciepłego. Warto napomknąć, że trasy nie są płaskie i trochę się nabiegacie na nartach pod górę. Wynagrodzą Wam to długie, ładne zjazdy.

My nie poszalałyśmy z odległościami. Dojechałyśmy mniej więcej do połowy trasy w stronę Ullevålseterveien i zawróciłyśmy. Przy północnym brzegu jeziora jest kilka stoliczków, które idealnie nadają się na zimowy piknik. Daniel (chłopak Dani) spakował nam na drogę trochę jedzenia, patelnię oraz gaz i palnik. Zrobiłyśmy sobie na nim jajka sadzone i zjadłyśmy je ze smakiem wystawiając nasze buzie do słońca. Po godzinie leniuchowania wskoczyłyśmy z powrotem na narty i wróciłyśmy na stację pokonując około 1,5km samym środkiem zamarzniętego jeziora. Temperatura powyżej zera spowodowała rozpuszczenie się górnej warstwy lodu i dała wrażenie pływania po jego powierzchni. Ryzyko załamania się pod nami lodu było raczej minimalne, ponieważ noce nadal bywały mroźne, warstwa lodu gruba a nacisk wywierany przez narty na powierzchnie odpowiednio rozłożony. Jeśli będziecie chcieli to powtórzyć to apelujemy jednak o rozwagę. Sprawdźcie pogodę z ostatnich dni i przyjrzyjcie się czy ktoś chodzi po jeziorze. To popularna praktyka więc jeśli warunki są dobre to na pewno będzie na nim sporo narciarzy.

Image module

Sanki

 

W obrębie pierwszej strefy komunikacji miejskiej w Oslo jest również świetna 2km trasa saneczkowa Korketrekkeren. Wystarczy wsiąść w linię metra nr 1 i dojechać do jej zachodniej stacji końcowej Frognerseteren. Jeśli nie będziecie mieć własnych sanek będziecie musieli zejść nieco niżej do wypożyczalni: https://goo.gl/maps/Tkn5maZ2XQt Ceny wahają się pomiędzy 100 a 150 NOK za sanki na cały dzień. Trasa staruje praktycznie prosto ze stacji metra Frognerseteren i biegnie w dół aż do stacji Midtstuen po drodze mijając znaną skocznię narciarską Holmenkollen. Przy dobrych warunkach śniegowych i posiadaniu jako takich umiejętności saneczkowych jesteście w stanie przejechać prawie całą trasę bez zatrzymywania się. Jedynym wyjątkiem jest przejście przez jezdnię w okolicy wypożyczalni. Po dojechaniu na stację Midtstuen wystarczy poczekać chwilę na metro i w 15-20min znaleźć się ponownie na starcie trasy. 

Koszty: Wypożyczenie sanek (100-150NOK) + Bilet dobowy na komunikacje miejską (108NOK)

Packlista

 

  1. Nieprzemakalne spodnie i zimową kurtkę
  2. Resztę ubrań, aby móc ubrać się na tzw. cebulkę i ściągnąć w razie potrzeby niepotrzebne warstwy
  3. Nieprzemakalne buty zimowe + stuptuty (zapobiegną dostaniu się śniegu do butów w czasie zjazdu na sankach)
  4. Nieprzemakalne rękawice
  5. Okulary przeciwsłoneczne
  6. Czapkę lub buffa
  7. Plecak
  8. Krem na zimę z filtrem UV
  9. Przekąski i termos z herbatą, żeby umilić sobie przerwy w trasie
Image module

Niektórzy z Was pewnie wiedzą, że pracuję w liniach lotniczych. Zawsze jak mówię o tym nowo poznanej osobie to pada pytanie czy jestem stewardessą (a ostatnio nawet czy jestem pilotem!). Nie, nie jestem. Pracuję w biurze z programistami, żeby strona internetowa na której można rezerwować bilety działała sprawnie dla klientów i zarabiała pieniądze dla firmy. Ubolewam czasami, bo większość projektów ma na celu to drugie. Jednakże jednym z moich przywilejów są bardzo dobre zniżki na bilety lotnicze. Dlatego postawiłam sobie za cel odwiedzić najciekawsze destynacje do których latamy i opisać co można zrobić w nich ciekawego jeśli chodzi o spędzanie czasu aktywnie w plenerze. Na koncie poza zimowym Oslo mam też już Izrael i pustynię zamiast zwiedzania zabytków Tel Avivu i Jerozolimy. Następne loty zaprowadzą mnie do Jordanii i na Teneryfę. Mam również marzenie polecieć, np. do Rzymu czy Brukseli i pokazać Wam jak tanio wykorzystać tanie loty do miejsc bardzo popularnych ale swój czas spędzić kompletnie inaczej niż wszyscy. Sama jestem ciekawa co z tego wyniknie. 🙂

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://outdoorito.com/wp-content/uploads/2019/03/Biegowki-po-zamarznietym-jeziorze.jpg);background-color: transparent;background-size: cover;background-position: left top;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 100px;}