Uwaga! Przedszkolak na szlaku!

czyli jak zaszczepiać dzieciom pasję do górskich wędrówek

Całkiem niedawno zorientowałam się, że niepostrzeżenie umknął mi w życiu moment, w którym przestałam oczekiwać od innych dzielenia się ze mną wiedzą, inspiracją i motywacją. Uświadomiłam sobie, że teraz moja kolej aby innym doradzać, dzielić się doświadczeniem i pokazywać moje spojrzenie na świat. Jednak jak wszyscy wiemy o wiele trudniej jest dawać niż brać. Dawanie ponosi za sobą dużo większą odpowiedzialność. Wymaga inicjatywy i przygotowania.
“Mniej nam trzeba dawania rad, a więcej dawania przykładu” – to zdanie przeczytane jakiś czas później w internecie dopełniło moje przemyślenia. Postanowiłam działać w najbliższym otoczeniu i zarażać aktywnym stylem życia moich najbliższych. W kwietniu zabrałam rodziców na jeden dzień do Szklarskiej Poręby (o czym mogliście już przeczytać tu). Natomiast gdy w maju odwiedziła mnie siostra ze swoim 6-letnim synkiem od razu zaproponowałam wypad w Góry Sowie.

Nieocenioną zaletą Wrocławia jest to, że można wstać o 7 rano i o 9 być już na górskim szlaku. A latem nawet po pracy wyskoczyć na Ślężę. Bliskość gór była główną przyczyną mojej przeprowadzki z Warszawy na Dolny Śląsk. Wrocław ma też inne zalety, o których będziemy Was przekonywać w nadchodzących wpisach. Ale dzisiaj opowiem krótko gdzie można zabrać starszego przedszkolaka na jeden dzień, żeby poczuł klimat górskich wędrówek i radość z przebywania na łonie natury.

W pokazywaniu dzieciakom swoich pasji najtrudniejsze jest znalezienie balansu pomiędzy ich możliwościami, a naszymi aspiracjami. Jeśli wybierzemy się na zbyt trudny lub długi szlak, dzieci mogą zacząć kojarzyć sobie górskie wędrówki z dużym wysiłkiem i zniechęcić się do kolejnych wypadów. Dlatego najlepiej zacząć od krótszych dystansów i uzbroić się w tonę cierpliwości. Maluchy na pewno zainteresuje na szlaku każdy ślimak, będą musiały wejść w każdą kałużę oraz przysiądą na większości ustawionych po drodze ławeczek, zwalonych drzew i kamieni. Mapowy czas przejścia szlaku warto zatem pomnożyć przez 2 i nie silić się na pośpiech. Póki co jestem tylko ciocią i mam doświadczenie z dwóch wycieczek z moim siostrzeńcem. Nie doradzę zatem jeśli chodzi o to kiedy warto zacząć górskie wędrówki ani np. jakie nosidło wybrać, gdy nasz malec jeszcze nie osiągnął wagi, która dyskwalifikuje go z noszenia na plecach. Ale mogę Wam podsunąć pomysł na wycieczkę, którą Bruno wspomina z radością i dopytuje, kiedy znowu pojedziemy w góry.

Wyjechaliśmy z Wrocławia dość późno, bo dopiero po 11:00. Na mapa-turystyczna.pl wytyczyłam nam trasę na około 10km z opcjami skrócenia wycieczki nawet o połowę gdyby zaszła taka potrzeba. Startem była przełęcz Walimska i płatny (7zł) parking na niej. Dojazd zajął nam około 1.5h przez Jordanów Śląski i Dzierżoniów. Pogoda zapowiadała się przepiękna, więc zaopatrzeni w prowiant w postaci kanapek z awokado dla dużych i nugetsów z kurczaka dla małych ruszyliśmy na czarny szlak. Wędrowanie z dziećmi jest ciekawe. Potrafią wystraszyć się rzeczy, których dorośli wcale nie zauważają, ale również zadawać pytania, które nam nie przeszłyby nawet na myśl.

– Mamo, ile ta żaba miała nóg?
-4
-A ile palców u tych z przodu?
-5

Spojrzałam z pytającym spojrzeniem na moją siostrę. – Skąd Ty to niby wiesz? – mam nadzieje, że to mówiło wówczas moje zmarszczone czoło i szeroko otwarte oczy. Udała, że tego nie widzi i dalej dziarsko prosiła Bruna, żeby zdecydował się na jeden patyk i się jego trzymał zamiast co 10 sekund szukał kolejnego.

Góry Sowie z przedszkolakiem

Wybrana przez nas trasa nie jest najkrótszym wariantem wejścia na Wielką Sowę. Najszybciej i najkrócej będzie dojechać na przełęcz Sokoła i wybrać czerwony szlak (2,7km około 1h10min). To dobra opcja dla mniejszych dzieciaków lub kontuzjowanych dorosłych.

My szliśmy najpierw czarnym szlakiem z Przełęczy Walimskiej do Jeleniej Polany, na której po około 1h marszu, przy małym szałasie zrobiliśmy sobie piknik kanapkowo-kurczaczkowy.

Następnie skręciliśmy w żółty szlak, który zaczął piąć się pod górę po korzeniach drzew. Prowadził przez niestety nieoznaczoną Małą Sowę, z której roztacza się piękny widok na południowy-zachód. Już z niej zaczyna być widać cel naszej wędrówki, czyli Wielką Sowę z białą wieżą górującą nad wierzchołkami drzew. Było to fajnym motywatorem dla Bruna, kiedy pytał czy jeszcze daleko. Wystarczyło powiedzieć: “Patrz jeszcze tylko do tej wieży i jesteśmy na miejscu”.

Mimo, że wejście na punkt widokowy jest płatne, to zdecydowanie warto się tam wdrapać. Widok zrobił wrażenie również na dorosłych członkach ekipy. Poza podziwianiem panoramy głodni mogą zjeść żurek i kilka innych smakołyków, z czego Bruno ochoczo skorzystał. Nie zdążyłyśmy nawet zapytać czy możemy spróbować, gdy po zupie nie zostało już śladu na dnie plastikowej miseczki. Może takie wypady w góry to dobra metoda na niejadków? Aczkolwiek nie ponosimy odpowiedzialności za przypadki kiedy dziecko stwierdzi, że będzie od tej pory jadło tylko żurek z Wielkiej Sowy. A jak wiadomo z nimi każdy, nawet najbardziej pokręcony obrót sprawy jest możliwy.

Widok ze szczytu Wielkiej Sowy

Podreperowaliśmy nieco siły i postanowiliśmy nie korzystać z wyjścia awaryjnego, czyli zejścia niebieskim szlakiem do parkingu. Zamiast tego trzymając się planu ruszyliśmy czarnym szlakiem w kierunku Skrzyżowania pod Wielką Sową i później przez Polanę Potoczkową i Rozdroże pod Modlecinem pokonaliśmy 4km i po około 2h znaleźliśmy się z powrotem na parkingu. Zejście z Wielkiej Sowy czarnym szlakiem wiedzie na początku wąską ścieżką przez bardzo gęsty las, gdzie czasem trzeba nawet odchylać gałęzie drzew, żeby się przedostać. Dodaje to wycieczce fajnego klimatu eksploracji wydawałoby się mało uczęszczanego terenu. Ze względu na łatwe wejście, Wielka Sowa to bardzo popularny wśród turystów szczyt. Ale jak widać również do tych znanych miejsc można odnaleźć te mniej oczywiste ścieżki.

Gdy Bruno wrócił do domu i spotkał się ze swoją babcią, pierwsza rzecz jaką jej zakomunikował na temat sobotnich przygód nie było to czy wędrówka po Górach Sowich była dla niego trudna, że żurek był smaczny, ani jaki był widok z wieży. Największym wspomnieniem wyjazdu było to, że pierwszy raz załatwił swoją bardziej skomplikowaną logistycznie potrzebę fizjologiczną w krzakach nieopodal szlaku. No cóż. 😉 Było to na pewno wyzwanie i wyjście poza strefę komfortu. My też Wam życzymy przede wszystkim fajnych wyzwań zarówno dla Was jak i Waszych pociech! 🙂 Zabierajcie dzieciaki w góry od małego, niech złapią bakcyla i zdobywają z Wami coraz wyższe szczyty! Nigdy nie wiecie co z tego wyciągną dla siebie i to jest chyba w tej dziecięcych przygodach najfajniejsze.

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://outdoorito.com/wp-content/uploads/2018/06/Wielka-Sowa-z-dzieckiem.jpg);background-color: transparent;background-size: cover;background-position: center bottom;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 100px;}