Saneczkowe love

Powrót do dzieciństwa, dawka adrenaliny i zimowa Austria w jednym.

Przyznaję, jestem monotonna i namolna. Wpadłam tu znowu, kolejny raz sprzedać Wam ten sam zimowy przepis, chociaż tym razem w zagranicznym wydaniu. Bo cóż poradzić. Nie minęło mi i nadal myślę, że jest to recepta idealna. Do zrealizowania samotnie lub z całą ekipą znajomych. Możecie być w słabej formie, bez jakiegokolwiek doświadczenia, iść z dzieckiem, z babcią, albo z psem, czy kotem w kieszeni. Możecie zjeżdżać za dnia, albo nocą. Każdemu wedle gustu. Bez względu na kombinacje, jeśli tylko macie w pobliżu należytą trasę gwarantuję świetną zabawę. Wystarczą tylko sanki (przyznajcie, kurzą się gdzieś zapomniane w piwnicy, co?).

Moim pierwszym wpisem na outdoorito był opis nocnego zjeżdżania sankami z Kalatówek. Zaczęłam od tego tekstu, bo idealnie uosabiał jak widziałyśmy to, o czym chciałyśmy tutaj pisać. O trochę nietypowych, nieoczywistych przepisach outdoorowych, czasem ze szczyptą adrenaliny, inspirujących do próbowania nowych rzeczy, do częstszego przebywania na zewnątrz, zamiast przed świecącymi ekranami. A ten temat miał to wszystko, po prostu “all inclusive”. Sanki wszyscy znamy z dzieciństwa i niestety przez to chyba często traktujemy je jako banalną, dziecięcą rozrywkę kojarzoną z oślimi łączkami, Tymczasem we właściwym terenie i przy nieco ambitnym podejściu, okazują się świetnym sportem, przy którym dorośli potrafią się bawić lepiej niż dzieci. Taki trochę sentymentalny powrót do dzieciństwa, ale z dodatkiem adrenaliny i niezłej przygody, zwłaszcza jeśli wybierzecie się zjeżdżać w doborowym towarzystwie.

Od kiedy w liceum odkryłam sanki na nowo i kompletnie się wkręciłam, przez wiele lat moje zjazdy ograniczały się tylko i wyłącznie do Kalatówek nocą. Zwyczajnie nie słyszałam nigdy o równie dobrym miejscu w Polsce, które warte byłoby przetestowania, a zwykłe, pojedyncze górki z szybkim zjazdem “na krechę” po prostu kompletnie mnie nie interesują. Dlatego, kiedy dowiedziałam się o specjalnych trasach saneczkowych w Austrii, przy pierwszej nadarzającej się okazji postanowiłam nadrobić zaległości. Kierunek: Tyrol.

Infrastruktura

 

W Austrii na zimę przygotowywanych jest wiele tras tylko i wyłącznie pod sanki. Tak, Austriacy naprawdę cenią sobie ten sport i już dawno dostrzegli w nim coś więcej niż tylko dziecięcą rozrywkę. Na szlakach oczywiście spotkacie dzieci, ale powiedziałabym, że przynajmniej połowa osób z którymi się mijaliśmy to byli dorośli. Nie, nie jako opiekuni :).

W samym Tyrolu znajdziecie około 80 różnych zjazdów, które dają łącznie 750 km frajdy. Najdłuższy szlak ma ponad 9km (Kellerjoch-Grafenast niedaleko Schwaz), ale jest też około 14 innych zjazdów między 6-8 km i aż 43 (!) 3-6km, macie więc naprawdę w czym przebierać. Do tego stopnia, że było nam aż ciężko się zdecydować! W planowaniu bardzo przydatna okazała się strona: tyrol.com. Znajdziecie tam spis wszystkich tras, mapy, ślady GPS, skalę trudności, nachylenie, a nawet nazwy pobliskich schronisk i restauracji,

Austriackie szlaki saneczkowe są specjalnie przystosowane (osłony na zakrętach, oznaczenia), odśnieżane, a niektóre nawet oświetlane nocą. Na szczyt wielu z nich prowadzą kolejki i wyciągi, także nie musicie mozolnie podchodzić pod górę przez ponad godzinę, żeby zjechać raz. W dodatku w pobliżu tras często natraficie na tradycyjne, austriackie restauracje, gdzie możecie się zagrzać, wypić kubek gorącej czekolady, czy spróbować regionalnych potraw. Nawet sanek nie musicie zabierać ze sobą z domu, w pobliżu zawsze znajdzie się jakaś wypożyczalnia, zwykle w sklepach sportowych, albo przy wyciągach i stacjach kolejek linowych. Koszt to około 4-6 euro na dzień. Dlatego nawet jeśli do Austrii jedziecie głównie na narty czy snowboard, sanki są idealną alternatywą na dzień przerwy przy zakwasach, albo nietypowy wieczorowy zjazd z kolacją na szczycie, który będziecie mogli długo wspominać.

 

Na rozgrzewkę

 

Do Austrii przyjechaliśmy zaraz po Sylwestrze. Można powiedzieć, że w szczycie sezonu. Byliśmy z psem i nie wiedzieliśmy, czy Szyszka, zwykle dość zaabsorbowana lasem, ogarnie wspólne zjeżdżanie, nie wbiegając pod płozy naszych, albo tym gorzej obcych sanek. No i długa trasa w śniegu bywa wyzwaniem dla psich łap (zwłaszcza tych bardziej kudłatych). Dlatego na pierwszy raz wybraliśmy króciutką trasę w popularnej miejscowości Heiligenblut niedaleko Großglockner.

Austria, Heiligenblut na sankach z psem
Heiligenblut
  • początek trasy około 1km od centrum miasta
  • wyjście trasą do góry – ok.10 min
  • zjazd 1.1km.
  • wypożycznie sanek – Intersport Grossglockner w centrum miasta – 4 euro za dzień
  • tor oświetlany nocą do 23:00

Trasa jest stosunkowo krótka i w zasadzie składa się z samym zakrętów w lesie. Nie rozpędzicie się więc do zawrotnych prędkości, ale jedzie się wystarczająco szybko, żeby poćwiczyć technikę zakręcania, hamowania i przy tym złapać bakcyla. Uważajcie na innych saneczkarzy, bo do góry podchodzi się tą samą drogą, którą się zjeżdża. Tor jest podświetlany podobno do 23:00, więc nocny zjazd może być dodatkową atrakcją. Tym bardziej jeśli do Heiligenblut przyjechaliście głównie na narty i nie macie pomysłu co robić wieczorami. Musicie koniecznie spróbować.

Trasa saneczkowa w Heiligenblut w Austrii
Sanki w Heiligenblut, Austria

Po rozgrzewce w Heiligenblut, następnego dnia pojechaliśmy w stronę Innsbrucka. 20km na południe od stolicy Tyrolu znajduje się ośrodek narciarski Elferbahnen Neustift z kolejką linową i trzema wyciągami, z których jeden prowadzi do najwyższego punktu na wysokości 2080 m. n. p. m. Jest tu też najdłuższy tor saneczkowy w dolinie Stubai.

Neustift
  • jeden wyjazd kolejką linową na wysokość 1812 m.n.p.m. do początku trasy saneczkowej – 9,20 euro
  • zjazd 8 km (Elfer-Neustift) lub 8,5 km (Elfer-Neder)
  • wypożyczenie sanek w dolnej stacji kolejki – ok. 5 euro
  • tory są oświetlane trzy razy w tygodniu (w poniedziałki, środy, piątki), ale nawet wtedy warto mieć ze sobą dodatkowo czołówkę
  • trasy są otwarte codziennie od godz. 9.00 do 17.00, od 1 grudnia do 31 marca.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce dookoła sypało wielkimi płatami śniegu. Zrobiło się tak biało, że widoczność była kiepska. Mimo to, pożyczyliśmy szybko sanki w dolnej stacji kolejki linowej i po chwili byliśmy już na górze.

Sanki w Neustift pod Innsbrukiem, Tyrol

Jeśli chcecie zabrać ze sobą psa, to nie ma z tym żadnego problemu. Szyszka mogła jechać z nami kolejką, nikt też nie narzekał kiedy puściliśmy ją luzem na szlaku. Postarajcie się tylko dobrze przygotować, zwłaszcza jeśli macie mocno kudłaty model. My wprawdzie mieliśmy buty dla Szyszki, ale te spadały kiedy tylko biegła szybciej, a po paru kilometrach śnieg tak uporczywie wbijał się jej w łapy, że odstawała z tyłu tylko dlatego, że próbowała go wygrzebywać. W końcu wylądowała na sankach i razem z Kubą zjechali w dół parę ostatnich kilometrów 🙂 Wyglądała na całkiem usatysfakcjonowaną i wyluzowaną:

Już po naszym wyjeździe dowiedziałam się, że żeby zabezpieczyć psie łapy warto poobcinać sierść między poduszkami, żeby śnieg nie miał się do czego przyczepiać, smarować łapy wazeliną, albo używać innych butów. Na pewno przetestujemy te rozwiązania przy następnej okazji.

Warunki były dość ciężkie, a my tego samego dnia musieliśmy dojechać do Amsterdamu, więc niestety zjechaliśmy tylko raz trasą do Neustift. Ale myślę, że można tam spędzić spokojnie cały dzień, próbując obu zjazdów po parę razy. Nasz szlak prowadził głównie zakrętami przez las, ale były też momenty, gdzie można było się nieźle rozpędzić. Wydaje mi się, że zjeżdżaliśmy około godzinę (wliczając czas na fotki i czyszczenie łap). Na koniec dojechaliśmy na polanę, z której musieliśmy pieszo dojść ok 10 min do dolnej stacji kolejki.

 

Packlista i przydatne linki

 

Jak zwykle na sanki ubierzcie możliwie nieprzemakalne spodnie, buty trekkingowe i stuptuty. Oprócz czapki i rękawiczek warto mieć ze sobą też gogle, zwłaszcza jeśli sypie śnieg. Jeśli planujecie zjazdy po zmroku nie zapomnijcie czołówki. Poza tym dobrym pomysłem jest mieć ze sobą jakiś drobny prowiant i ciepłą herbatę w termosie, chyba że planujecie spróbować tradycyjnych austriackich potraw w restauracjach w pobliżu stoku. Jeśli nie jesteście pewni, czy warunki pogodowe, albo ilość śniegu pozwolą na zjazd, przez wyjazdem sprawdźcie raport saneczkowy: https://www.tiscover.com/at/destinations/austria/sledreport

Elferbahnen Neustift również regularnie aktualizuje swoją stronę podając, które trasy są otwarte i jakie są ogólne warunki w okolicy: https://www.stubai.at/pl/tereny-narciarskie/wyciagi-elferbahnen/

Elferbahnen Neustift trasa saneczkowa
Kuba Sochacki (zdjęcia)
div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://outdoorito.com/wp-content/uploads/2019/02/Tyrol_Austria_jazda_na_sankach.jpg);background-color: transparent;background-size: cover;background-position: center top;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 800px;}