3 dni na stojąco

czyli o spływie rzeką na desce SUP, spaniu w krzakach i łatwości organizowania outdoorowych mikroprzygód

Deska SUP ma wiele zalet. Można na niej dotrzeć do wielu trudno dostępnych miejsc i odkrywać je z wodnej perspektywy. Jest łatwa w transporcie i nie trzeba ani dużego samochodu ani specjalnej przyczepy, żeby móc na nią wskoczyć w wybranym miejscu. Nada się zarówno na solowe wycieczki, gdy chcemy pobyć trochę samemu wśród natury jak i grupowe eskapady, aby wspólnie z przyjaciółmi odkrywać nowe miejscówki. Jednak chyba najważniejsze jest to, że jest niesamowicie uniwersalna w sposobie użytkowania. Zadowoli nas w dni gdy zależy nam, żeby zrobić mocniejszy trening i porządnie się zmęczyć. Nie zawiedzie gdy po prostu chcemy leniwie popływać a nawet tylko poleżeć na środku jeziora. Nieważne czy chodzi nam tylko o kilkadziesiąt minut czy nawet kilkanaście godzin danego dnia – spełni ona wszystkie oczekiwania. Możemy nawet pójść o krok dalej i wybrać się na niej na kilkudniowy spływ. Uniesie nie tylko nas, ale i niezbędny sprzęt biwakowy. W tym roku postanowiłyśmy przetestować tą ostatnią opcję. Wybrałyśmy rzekę, zapakowałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy i zwodowałyśmy nasze deski na Pilicy w województwie łódzkim. Po fakcie opowiedziałyśmy sobie o wrażeniach z tej mikroprzygody. Tak powstał poniższy wywiad Natalii z Agnieszką i Agnieszki z Natalią. To nowa forma wpisu. Dajcie znać co o niej sądzicie.

Start: Maluszyn.

Koniec: Plaża w Barkowicach, Zalew Sulejowski.

Dystans: ok. 92km

Czas: 3 dni

Termin: przełom maja i czerwca – Dzień Dziecka 🙂

Natalia: 3 dni stania na desce i wiosłowania. I jak? Nie nudziłaś się?

 

Agnieszka: Ani trochę. Całe trzy dni się zastanawiałam czy ktoś nie ukradnie samochodu spod kościoła w Maluszynie, gdzie go zostawiłyśmy przed startem spływu. <śmiech>. Żartuje oczywiście. Nie miałam większych obaw, że będzie nam się nudzić. Miałyśmy okazję nagadać się za wszystkie czasy i przeżyć razem coś nowego i ekscytującego. Spływ rzeką w porównaniu do pływania po jeziorach ma swoją niewątpliwą zaletę – krajobraz zmienia się praktycznie non-stop. Dodatkowo Pilica w pierwszej części wybranej przez nas trasy jest bardzo kręta więc ciekawe było też to, że za każdym zakrętem czekało na nas coś nowego. SUPowanie ma to do siebie, że cały czas trzeba pozostać skupionym, żeby nie wpaść do wody. Nie ma za bardzo przestrzeni na nudę.

Spływ Pilicą
A Dlaczego właściwie wybór padł na Pilicę? Jest tyle innych, na pewno ładniejszych rzek w Polsce.

 

N

Oj tak, na pewno. Przed wyjazdem przeczesywałam Internet i na listę opcji wchodziły takie rzeki jak Biebrza, Narew, Bug, Rospuda… Tylko wszystkie one były daleko od Wrocławia więc sam dojazd kosztowałby nas utratę jednego dnia. A dni miałyśmy tylko 3 więc doszłyśmy do wniosku, że wolimy jeden dzień dłużej wiosłować, niż siedzieć za kółkiem. Poza tym miał to być nasz pierwszy spływ na SUPie. Widziałam wiele relacji podobnych wypadów na deskach, ale wszystkie były tylko jednodniowe. Szukałam więc rzek spokojnych i łatwych technicznie, bo o ile kajakiem można przepłynąć przez progi rzeczne czy bystrza, o tyle obawiałam się jak pokonamy takie miejsca na SUPie, zahaczając statecznikiem o dno, czy kamienie. No i wtedy dostrzegłyśmy na mapie Pilicę. Blisko, jedynie 3h jazdy z Wrocławia. Spływ kajakowy był określany jako łatwy technicznie, a do tego mapa pokazywała piękne zawijasy. Pilica zwłaszcza w górnej części wiła się jak jakieś kiszki, co rusz skręcając o 180 stopni. A mi się marzyła rzeka mała, dzika, prowadzącą przez jakieś chaszcze, pola i lasy, meandrująca. Im mniej prosta tym ciekawiej. Kiedy jeszcze okazało się że twój tata może nam pomóc i odebrać nas na końcu ostateczna decyzja, że płyniemy Pilicą zapadła. Chciałyśmy obie wykorzystać ten czas możliwie najdłużej na wodzie.

Początek spływu Pilicą na desce SUP
N No ale właśnie, pływałyśmy bardzo blisko twojego rodzinnego domu. Na horyzoncie dymiła elektrownia w Bełchatowie, po drodze czasem poznawałaś jakieś miejscowości. Jak to było pływać w okolicach które dość dobrze znasz? 

 

A Nie powiedziałabym, że jakoś super znam te okolice. Nazwy miejscowości kojarzyłam z lekcji historii w podstawówce czy opowieści znajomych, których rodziny miały domki letniskowe nad Pilicą czy Zalewem Sulejowskim. Niesamowite jest dla mnie natomiast to, że na terenie, który jeszcze kilka lat temu wydałby mi się nieciekawy przeżyłyśmy super przygodę. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że żadne miejsce nie jest nudne jeśli patrzymy na nie z odpowiednim nastawieniem. Trzydniowy spływ Pilicą jest w moim rankingu przeżyć dość blisko np. nurkowania w Tajlandii. Kompletnie inny rodzaj aktywności a jednak zapadnie w pamięci tak samo dobrze. Kusi mnie, żeby któregoś roku wszystkie urlopy spędzić w Polsce. Ale nie w Tatrach czy na Mazurach, tylko właśnie w takich mało znanych, a urokliwych rejonach jak Dolina Pilicy. Egzotyka póki co nadal jeszcze zwycięża i nie umiem się oprzeć tanim lotom na drugi koniec Europy.

Zalew Sulejowski na desce SUP
Nocleg pod namiotem podczas trzydniowego spływu Pilicą
A Miałaś jakieś obawy dotyczące spływu? Jakie uczucie towarzyszyło Ci podczas wodowania deski w miejscu startu? 🙂

 

N Jedyne obawy były związane z nieznajomością rzeki i faktem, że robiłyśmy to pierwszy raz. Szczerze mówiąc nie wiedziałam do końca jak to będzie z przepływaniem przez progi rzeczne, czy bystrza. Ale z drugiej strony co najgorszego mogłoby się wydarzyć? Mogłybyśmy wpaść do wody, ale w sytuacji kiedy umiesz pływać i w dodatku masz nawet kamizelkę wypornościową nie jest to raczej aż taki problem. No i wszystkie rzeczy miałyśmy zabezpieczone w wodoodpornych sakwach. Dlatego, kiedy zaczynałyśmy wodować się w Maluszynie, byłam ku mojemu zaskoczeniu dość mocno podekscytowana. Za chwilę miałyśmy postawić deski na wodzie i zacząć zupełnie nowy typ przygody, o której nie miałyśmy jeszcze w ogóle pojęcia jak będzie wyglądać. Dawno nie miałam takiego fajnego uczucia, może kiedy wyjeżdżałam na moje pierwsze wyprawy rowerowe? A było to wieki temu! Co zabawne wtedy wiedziałam, że czeka mnie podróż rowerem przez pół Europy, a teraz miały być to tylko 3 dni na zwykłej rzece. W sumie niezły deal:D. Okazuje się, że poczucie przygody jest dużo prostsze do zrealizowania niż nam się wydaje.

N Tak obie mówimy o tej przygodzie, ale dlaczego w sumie to było takie fajne przeżycie dla ciebie? Co zapamiętasz najbardziej? Co było nowe, inne w porównaniu do rzeczy które wcześniej robiłaś?

 

A Kilkudniowy spływ właśnie chyba dlatego był taki fajny, bo ciężko go porównać do czegokolwiek innego. Po pierwsze poruszanie się dzięki naturalnemu nurtowi rzeki i wiosłowaniu to już nowość! Zazwyczaj, kiedy bywam z dala od cywilizacji przez kilka dni są to trekkingi w górach. Idzie się wówczas piechotą i niesie wszystko na plecach. Tutaj nogi były tylko po to, żeby utrzymać się na desce i nie brały bezpośredniego udziału w przemieszczaniu się. Bagażu również nie trzeba było nieść samemu tylko płynął na desce. Po drugie nie można było się zgubić. Prowadziła nas meandrująca rzeka. Informacji o naszej dokładnej lokalizacji potrzebowałyśmy tylko żeby skoczyć do sklepu po jedzenie i przygotować się do pokonania progów rzecznych, których było tylko kilka. Miałyśmy zegarek z GPSem ale służył wyłącznie do kontrolowania ile kilometrów przepłynęłyśmy danego dnia. Przed spływem nie pływałam również prawie wcale z większym bagażem na desce. Ciekawiło mnie bardzo jak sobie z tym poradzimy – czy będziemy w stanie zabrać wszystkie potrzebne rzeczy, jak je przymocujemy do deski, czy dodatkowy balast będzie nam przeszkadzał w manewrach itp. Trudno zdecydować co zapamiętam najlepiej, bo taki wyjazd składa się z tysiąca mikromomentów: zachodów słońca, spotkań ze zwierzętami (tutaj trzeba wstawić zdjęcie z krową :P), odgłosów lasu w nocy, kąpieli w zalewie o zachodzie słońca. Mogłabym jeszcze długo wymieniać. Mam nadzieje, że zostanie tych chwil w moich wspomnieniach jak najwięcej.

Pilica na SUPie
A To teraz zapytam trochę przewrotnie: rozczarowało Cię coś w czasie tych trzech dni? Poza faktem, że nie udało Ci się spotkać bobra oczywiście 😉

 

N Kurczę, właśnie sobie uświadomiłam jak rzadko myślę o jakichkolwiek rozczarowaniach w kontekście wyjazdów… Zwykle staram się mieć jak najmniej oczekiwań i nastawiam się pozytywnie, więc wszystko kończy się dobrze:P Wyjazdy nie są po to żeby skupiać się na rozczarowaniach. Ale skoro pytasz, jak się tak zastanowić, to rozczarowanie nr 1 to rzeczywiście fakt, że nie zobaczyłam żadnego bobra choć w przewodniku napisali, że jest ich masa na Pilicy. A tak chciałam na własne oczy zerknąć na tego mokrego stwora, który cię tak kiedyś wystraszył i obrzydził kiedy pływałaś o świcie na Odrze. Sprawdzić czy zobaczę w nim coś więcej niż wielkiego oślizgłego szczura, bo spotkać się z bobrem dla mnie brzmi cudownie :D. Ale kto wie, może zareagowałabym podobnie. Rozczarowanie nr 2 to, że od kiedy padł pomysł, żeby codziennie spać w inny sposób (namiot, hamaki i na SUPach), to pogoda albo tereny nie pozwoliły na zrealizowanie tego nikomu do niczego niepotrzebnego projekciku:P A ja takie lubię najbardziej! Teraz będzie trzeba zorganizować następny spływ żeby spróbować. No i ostatnie, trzecie rozczarowanie to fakt, że Pilica ani przez moment nie płynęła wąską strużką przez jakiś gęsty las. Bo ja uwielbiam takie dżunglowate klimaty, kiedy trzeba się wręcz przedzierać SUPem przez chaszcze. Choć gęste lasy w sumie czasem były, tylko rzeka była już szeroka. Ale za to w upale pięknie pachniało igliwie, zapach który gdyby to tylko było możliwe rozpylałabym po całym swoim mieszkaniu i wszędzie dookoła, ale niestety jeszcze chyba nikt nie doszedł do tego jak go spreparować. Więc pomimo, że nie było dżungli to stałam na desce i wwąchiwałam się ile mogłam, łapiąc te fruwające wonie w plamach słońca. No tak, w sumie wychodzi na to że rozczarowanie nr 3 nie jest w zasadzie rozczarowaniem:P 

Spływ Pilicą na desce SUP
N Udało nam się w sumie nieźle przygotować pomimo, że był to nasz pierwszy parudniowy spływ to spokojnie spakowałyśmy się w nasze wodoodporne sakwy. Żadna z nas nie ma specjalnych gum mocujących bagaże na SUPie z tyłu, tylko z przodu. Użyłyśmy więc taśm żeglarskich z napinaczem zaciskanych przed statecznikiem żeby nie mogły się zsunąć po zwężającym się końcu SUPa. Tutaj jest nasza lista rzeczy które zabrałyśmy:
  • Namiot
  • Śpiwór
  • Materac / karimata
  • Hamak
  • Lampka do namiotu
  • Czołówka
  • Linka
  • Kindle
  • Go Pro
  • Powerbank
  • Telefon
  • Zegarek z GPSem
  • Kabel do ładowania telefonu
  • Przewodnik
  • Zapas jedzenia i wody
  • Mokre chusteczki
  • Papier toaletowy
  • Notatnik i długopis
  • Aparat
  • SUP i wiosło
  • Statecznik
  • Smycz do SUPa
  • Pompka
  • Buty na SUPa
  • Buty na zmianę
  • Taśmy żeglarskie z napinaczem
  • Wodoodporne sakwy rowerowy/worki transportowe
  • Worki na ciuchy
  • Worki na śmieci
  • Kurtka puchowa
  • Kurtka softshell
  • Kurtka przeciwdeszczowa
  • Bluza
  • Krem UV
  • Repellent na komary
  • Szczotka do włosów
  • Szczoteczka do zębów
  • Kamizelka wypornościowa
  • Legginsy
  • Ubrania na zmianę/do spania
  • Strój kąpielowy
  • Koszulki sportowe
  • Czapka / chustka na głowę
  • Bielizna
  • Skarpetki
  • Okulary przeciwsłoneczne
  • Ręcznik
  • Palnik
  • Gaz
  • Zapałki lub zapalniczka
  • Menażka
  • Kubek
  • Miska
  • Spork
  • Nóż
  • Biodegradowalna pasta do zębów
  • Biodegradowalny szampon do włosów
Co byś w niej zmieniła? Czego nie warto było brać? Coś byś dorzuciła?

 

A  Tak jak wspomniałaś spakowałyśmy się całkiem nieźle! Praktycznie nie miałyśmy ze sobą niepotrzebnych rzeczy ale też nie rozpaczałyśmy z powodu jakichś braków. Może przydałby się jeden dodatkowy mały garnek, żeby łatwiej ugotować kolację ale bez niego też sobie poradziłyśmy. Gdy myślę o udoskonaleniu pakowania przychodzi mi do głowy kilka rzeczy. Mocno leży nam obu na sercu przyszłość naszej planety, więc na kolejny taki wyjazd przemyślałabym lepiej wodę i sposób jej transportu. Tym razem zabrałyśmy ze sobą plastikowe butelki z kranówką z domu ale po drodze nie miałyśmy gdzie ich uzupełnić więc musiałyśmy kupić kolejne. Fajnie by było mieć jakiś kompaktowy filtr, żeby móc pić wodę z rzeki. Jest to temat do rozważenia na następny raz. 

Był jeden taki dzień, kiedy dokuczało Ci mocno palące słońce, dlatego czapka z daszkiem lub mały słomkowy kapelusz to konieczność! Miałam kiedyś udar słoneczny i wiem, że z tym nie ma żartów. 

Poza tym kilka dodatkowych mini pyszności – jakąś samodzielnie zrobioną wege pastę do chleba lub małe pudełko domowego ciasta. Byłyby super nagrodą po całym dniu SUPowania. Takie rzeczy cieszą w terenie wielokrotnie bardziej! 

Spływ Pilicą na desce SUP
A No właśnie mówiąc o następnych razach? Pokusisz się kiedyś o kolejny podobny spływ na desce? 🙂

 

N Na pewno. Takie wyjazdy interesują mnie dużo bardziej niż paru godzinne, albo nawet całodniowe spływy. Uwielbiam uczucie kiedy nie wiesz gdzie będziesz spać pod koniec dnia i kiedy codziennie po prostu podróżujesz na przód nie robiąc szczegółowych planów. No i lubię fakt, że tak jak przy podróży rowerem, jesteś niezależny/a, wszystko masz cały czas pod ręką i nie odczuwasz tak bardzo ciężaru bagażu. Na parę dni przenosisz się na wodę i dookoła niej i trochę odcinasz się od normalnego trybu życia. Mimo to następny spływ bym trochę zmodyfikowała, żeby znowu było trochę inaczej, żeby zostawić sobie szansę na garść niepewności, zaskoczenia i wyzwania. Chciałabym spróbować pojechać w jakieś dziksze tereny, co noc spać na SUPach zamiast w namiocie, tak jak wspomniałaś – polegać na filtrze i pić wodę z rzeki i o ile urlop pozwoli – płynąć dłużej niż tylko 3 dni.

Spływ Pilicą na desce SUP
N Ok, jest jeszcze coś, co możemy poradzić komuś kto chciałby zorganizować sobie podobny spływ rzeką?

 

A Nasze poszukiwanie rzeki bazowałyśmy na dostępnych w internecie przewodnikach kajakowych. I od tego polecamy zacząć planowanie spływu. Warto przeczytać jakie są na danych odcinkach przeszkody (np. progi wodne) i zastanowić się czy sobie z nimi poradzimy będąc na desce. SUP różni się od kajaka przede wszystkim statecznikiem, który może w niektórych sytuacjach mocno przeszkadzać. Jeśli rzeka jest zbyt płytka lub występują na niej przeszkody, z którymi kajak nie miałby problemu statecznik będzie nam haczył o dno i utrudniał spływ. 

Dodatkowo jak prawie przy każdej outdoorowej aktywności nie zaszkodzi sprawdzić prognozy pogody. Testowałam pływanie w deszczu i da się to robić, tylko po co? 😉 

Ostatnią poradą będzie zostawienie sobie trochę przestrzenii na improwizację i niespodzianki. Nie szukałyśmy wcześniej miejsc na nocleg ani nie ustaliłyśmy dokładnie ile danego dnia przepłyniemy kilometrów. To nadało spływowi dodatkową nutkę adrenaliny. Polecamy! 🙂

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://outdoorito.com/wp-content/uploads/2019/07/Spływ_Pilicą_na_desce_SUP_Stand_Up_Paddle.jpg);background-color: transparent;background-size: cover;background-position: center bottom;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 100px;}