SUP wyprawa

Jak zaplanować i przygotować się do parodniowej podróży na desce SUP

SUPujemy z wielu powodów. Poznajemy w ten sposób różnych ludzi, którzy też cenią sobie aktywne spędzanie czasu. Zamiast wyskoczyć “na kawę” możemy wyskoczyć na deski z chłopakiem/przyjacielem/psem. Dzięki desce SUP relaksujemy się na świeżym powietrzu, wyciszamy na łonie natury. A przy odrobinie szczęścia możemy też obserwować dzikie zwierzęta. Dla mnie jednak, najlepszym magnesem do SUPowania jest prostota z jaką ta pompowana deska pozwala przeżyć wielkie przygody niezależnie gdzie pojedziesz, choćby to było zaraz pod twoim domem. Dzięki niej trafiamy do nowych, niecodziennych dla nas miejsc i oglądamy nawet dobrze znane nam rejony z zupełnie innej perspektywy. Zapuszczamy się w dzikość nawet tam, gdzie wydawałoby się już dawno jej nie ma. Jeśli dodać do tego wdrapywanie się na ląd po czasami stromych brzegach, albo wodowanie się w ciężko dostępnych, zarośniętych miejscach, bo w okolicy nie ma lepszego zejścia do wody, to przygodę mamy w zasadzie murowaną. A że ja nie lubię sobie odmawiać takich rzeczy pomyślałam sobie kiedyś – czemu by spływu na desce nie przedłużyć do paru dni? Powolne włóczęgi, nocowanie pod namiotem, ciągłe bycie na zewnątrz i niezależność, ze swoim szpejem zawsze pod ręką – to są wyjazdy które lubię najbardziej. Kiedyś podróżowałam tak pieszo, albo rowerem. Dlaczego SUP nie miałby się też nadać na podobną wyprawę? 

Od tego czasu minęły prawie dwa lata, a mi w międzyczasie udało się pojechać na 4-dniowy spływ Pilicą z Agnieszką i 6-dniowy spływ po kanałach słynnego holenderskiego maratonu łyżwiarskiego w Holandii – Elfstedentocht z Kubą. Na oba spływy przygotowywaliśmy się w zasadzie sami i sami wypracowywaliśmy różne rozwiązania w oparciu o nasze wcześniejsze doświadczenia. Jak się okazało nie łatwo jest znaleźć w internecie podpowiedzi o tym, jak zorganizować sobie taką wyprawę na desce. Dlatego pomyślałam, że podzielę się z wami tym jak przygotować się do takiej dłuższej podróży, jak planować trasę, jak się spakować. Bo sama chciałabym natrafić na taki post zanim zwodowałam swoją deskę na pierwszą parodniową wyprawę.

Przy okazji Agnieszka napisała też tekst o tym jak wyszukiwać SUPowe miejscówki, nie tylko na te dłuższe wyjazdy. Gdzie pływać i jak robić to w sposób odpowiedzialny, niekoniecznie wybierając te najpopularniejsze i oczywiste miejsca. Myślę, że jest to świetny wstęp do tego, co dalej chcę wam przekazać. Możecie znaleźć go tutaj:

A tymczasem, wracając do tematu dłuższych wypraw, oto najważniejsze rzeczy, które trzeba rozważyć, sprawdzić, przygotować zanim wyruszycie w swoją wodną podróż.

Pogoda

Podstawowa kwestia to monitorować prognozę pogody. Oczywiście nikt nie chce wiosłować przez parę dni w zimnie i deszczu, taka aura nie napawa też chęcią do nocowania pod namiotem. Ale o ile na deszcz i niskie temperatury można się jeszcze przygotować, a później marudzić i stękać, ale jednak (jeśli się uprzecie) wciąż cisnąć do przodu, o tyle silny wiatr parokrotnie dał nam nieźle w kość i sprawił, że pomimo ciągłego wiosłowania w zasadzie staliśmy w miejscu. W przypadku SUPowania ma on więc kluczowe znaczenie. Oczywiście wiatr w plecy to świetny pomocnik, ale jeśli będzie wiał wam w twarz na dłuższych odcinkach może stanowić poważny problem. Z mojego doświadczenia, przy podmuchach o sile 4-5 w skali Beauforta nie byliśmy w stanie za bardzo poruszać się do przodu, a silniejsze porywy wręcz nas cofały. Jeśli silny wiatr trzyma dłużej niż parę godzin kontynuowanie wyprawy staje się wręcz niemożliwe i trzeba albo przeczekać gdzieś ten czas, albo niestety zakończyć wyjazd wcześniej niż planowaliśmy. 

Tak wyglądała nasza walka z silnym wiatrem na trasie Elfstedentocht, kiedy znaleźliśmy się w kropce, bo w okolicy nie było absolutnie żadnej możliwości, żeby zanocować na dziko i musieliśmy dotrzeć do campingu oddalonego od nas o 5 km:

Gdyby nie pomoc przypadkiem przepływającej łódki, która podholowała nas na linie do campingu bylibyśmy w ciężkiej sytuacji. Dlatego planowanie podczas takich wyjazdów jest bardzo ważne, a spontan niestety w tym przypadku musi być przeanalizowany pod względem pogody i dystansów.

Moim zdaniem pływanie na desce SUP, jak mało która aktywność outdoorowa, jest zależna od zmian pogody. Przy trekkingu, albo podróży rowerowej, zła pogoda jest męcząca, zniechęcająca, ale jak się uprzeć (oczywiście zachowując zasady bezpieczeństwa), to często można cisnąć dalej. Dużo zależy od nas samych. Na desce trafiliśmy na momenty, kiedy naprawdę dawaliśmy z siebie wszystko, a i tak w zasadzie staliśmy w miejscu. Pomimo, że fizycznie i psychicznie mieliśmy jeszcze siłę, dalsze zmaganie się z wiatrem po prostu nie miało sensu. Szybko nauczyliśmy się więc, że pogody nie można lekceważyć i sprawdzanie wszelkich aplikacji i stron internetowych z prognozami stało się dla nas codziennym rytuałem.

Tu na pewno mogę polecić wam aplikację i stronę https://www.windy.com która świetnie pokazuje siłę i kierunek wiatru.

Sprawdzajcie też prognozy, żeby uniknąć ewentualnych burz z piorunami. Środek jeziora, czy szeroka rzeka pośrodku pola to prawdopodobnie ostatnie miejsca, gdzie chcielibyście się znaleźć, kiedy nagle załamie się pogoda. Wycofywanie się w bezpieczne rejony często może zająć dłuższą chwilę, więc lepiej z góry tak zaplanować dzień, żeby takie momenty spokojnie przeczekać.

Noclegi

Przez te parę dni spływu gdzieś trzeba spać. Oczywiście, jak w przypadku wielu podobnych przedsięwzięć, można się skupić na campingach, hotelach, pensjonatach, albo (i to jest na pewno opcja dająca dużo więcej swobody) na noclegach na dziko. Wasze dystanse dzienne mogą się znacznie różnić w zależności od pogody, tego ile czasu spędzicie w ciekawszych miejscach, ile czasu przeznaczycie na różne atrakcje po drodze. Zwłaszcza jeśli stawiacie na bardziej sportowy charakter wyjazdu, gdzie wiosłujecie przez większą część dnia (od 8h w górę) ciężko jest określić jak te pozostałe zmienne wpłyną na wasz dystans. My zdecydowanie wolimy nocowanie na dziko, bo po pierwsze wnosi dużo więcej przygody do takiej wyprawy. Możemy być trochę bardziej spontaniczni w planowaniu. Dzięki temu też więcej czasu spędzamy na zewnątrz, co uwielbiamy i co jest głównym powodem dla którego w ogóle wyciągamy nasze dechy na wodę. Poza tym nie ma nic lepszego niż zapachy lasów, zielonej trawy, wieczorne gotowanie na kuchence i spanie na świeżym powietrzu. No i co też bardzo ważne, możecie być cały czas zaraz przy wodzie, nie kłopocząc się o przenoszenie desek, a te wszystkie torby i SUPy to niemały bagaż. Oczywiście podstawą jest pozostawienie miejsca noclegu w takim stanie w jakim się je zastało, a nawet postaranie się o uprzątnięcie go nieco jeśli nasuną wam się pod nogi jakieś śmieci. 

Natomiast szukanie noclegów na dziko podczas wyprawy SUPem to jeden z trudniejszych scenariuszy, bo w przeciwieństwie do podróży rowerem, czy wyprawy pieszej macie niewielki zasięg km jaki możecie pokonać wieczorem, kiedy już zaczniecie rozglądać się za dogodnym miejscem i jesteście ograniczeni do brzegów rzeki, kanału, jeziora, po którym się poruszacie. SUP i wszystkie bagaże są zbyt ciężkie, żeby oddalanie się od wody miało jakikolwiek większy sens. Poza tym trzeba właściwie zaplanować trasę i szukać noclegu przed albo po przepłynięciu miast czy innych większych skupisk ludzi. Im bardziej dziko, tym lepiej, bezpieczniej i przyjemniej dla was. Kolejną kwestią jest szukanie dogodnych zejść z wody. Bywają takie rejony, gdzie nie jest to łatwe (szerokie pasy szuwarów, różnego rodzaju skarpy…) i trzeba spędzić trochę czasu zanim znajdzie się nie tylko dobre, w miarę ukryte miejsce na nocleg, ale i sensowne zejście do niego. Można próbować to robić zawczasu i planując spływ obserwować ułożenie terenu na Google Maps klikając w obraz z satelity. My zwykle nie przykładamy do tego zbyt dużej uwagi, bo inaczej planowanie spływu trwałoby tygodniami. Poza tym odebrałoby nam to poczucie przygody, odkrywania i niespodzianki. Za to czasami podczas podróży, jeśli mamy zasięg, a wieczór zbliża się jakoś szybciej niż byśmy sobie tego życzyli, odpalamy Google Maps i analizujemy gdzie mamy szansę na wygodny nocleg.

Nocleg na dziko - spływ na desce SUP

Prowiant

W zależności od tego na ile dni planujecie się wybrać, możecie spakować albo cały prowiant, albo liczyć na to, że po drodze będziecie się zaopatrywać w dodatkowe jedzenie przepływając przez miasta albo wsie (wtedy na pewno przyda się kompan, który będzie mógł zostać przypilnować desek i bagaży). Warto więc upewnić się, że będziecie mieli taką możliwość na trasie. 

Druga kwestia to czysta woda do picia. Tej dużo się zużywa, zwłaszcza podczas upalnych dni. A woda waży niemało i większa ilość butelek jest niewygodna do troczenia na desce. Jeśli planujecie dłuższy wyjazd i chcecie być jak najbardziej samowystarczalni warto pomyśleć o jakimś bukłaku, albo filtrze do wody. Być może woda ze zbiornika po którym płyniecie może być zdatna chociażby do wieczornego gotowania? Warto też zastanowić się czy kupowanie kolejnych plastikowych butelek z wodą jest jedyną możliwą opcją. Może dacie radę uzupełnić zapasy kranówką na jakimś campingu, stacji benzynowej, albo zwyczajnie poprosić kogoś z pobliskiego domu?

Spływ na desce SUP

Dystanse

Na to, ile km jesteśmy w stanie pokonać SUPem w ciągu dnia, ma wpływ nie tylko pogoda i wiatry. Duże znaczenie ma to, jaką macie deskę i po jakich wodach planujecie płynąć. Pamiętam, że przed pierwszym parodniowym spływem to właśnie określenie dziennego dystansu było dla mnie największą niewiadomą, a ciężko było o takie informacje od innych SUPerów (na forach, czy blogach), bo nie natrafiłam na nikogo, kto pływał z ciężkim bagażem i to w dodatku na cały dzień, od rana do wieczora. Sama też, przed pierwszym parodniowym spływem pływałam maksymalnie parogodzinne dystanse i to w dodatku z prawie pustą deską.

Oczywiście na wodzie względnie stałej, czyli na jeziorach czy kanałach, będziecie poruszać się wolniej. Z naszego doświadczenia średnia prędkość z obładowanymi deskami all around na kanałach to 3-4 km/h, a na rzekach, gdzie dodatkowo niesie nas nurt, trochę szybciej. Ogólnie ponad 30 km dziennego dystansu będzie oznaczać, że poza wiosłowaniem i przerwami na jedzenie pozostanie wam niewiele więcej czasu na inne atrakcje.

Do tej pory, podczas obu moich podróży na SUPie, płynęłam na niskobudżetowych deskach pompowanych typu all around – Aqua Marina Fusion i Decathlonowym Itiwit. Oba modele nie są w zasadzie stworzone do tak długich wypraw i nie należą do desek szybkich. Ale takie deski akurat miałam. Obie kupowałam również z myślą o pływaniu z psem, a w tym przypadku obawiałam się, że szybsza, węższa i mniej stabilna deska touringowa może się nie sprawdzić. Obie deski poza tym, że dość wolne, były bardzo wygodne przy wielogodzinnym wiosłowaniu i na tyle szerokie, że bez problemu zmieściłam wszystkie potrzebne bagaże. Dodatkowo Itiwit okazało się dużo lepiej przystosowane do fal na jeziorach i na holenderskich, szerokich kanałach, kiedy mijało nas dużo łódek i jachtów. Ale jeśli posiadałabym deskę stricte touringową, to właśnie ją zabrałabym na tak długi spływ. Wtedy na pewno miałabym wiele pomysłów jak wykorzystać czas zaoszczędzony na szybszym pływaniu :P.

Poranek podczas wyprawy na desce SUP

Trasa

Ostatnia, ale oczywiście chyba najważniejsza kwestia to sama trasa. Trzeba zorientować się jaki charakter ma kanał, czy rzeka po której planujecie płynąć. Czy czeka was dużo przenosek, jak silny jest nurt, czy poziom wody jest na tyle wysoki, żeby wygodnie przepłynąć nie uszkadzając fina. No i czy możecie spodziewać się jakiś innych przeszkód typu np. progi rzeczne, bystrza czy śluzy. O takich momentach na trasie warto wiedzieć wcześniej, żeby się do nich przygotować i ocenić, czy jesteście w stanie przez nie przepłynąć, czy lepiej zejść z deski i je obejść, zamiast ryzykować utknięcie zaczepiając finem o przeszkodę lub nawet uszkodzenie SUPa. W takich analizach do tej pory bardzo pomocne były dla nas różnego rodzaju przewodniki kajakarskie czy opisy kajakowych spływów na blogach. Niestety wciąż mało jest tego typu relacji stricte SUPowych. Warto też zorientować się w których etapach trasy możecie liczyć na sklep albo jakiś punkt komunikacji (PKS, PKP). 

Poza tym kiedy szukam trasy na parodniowy spływ SUPem raczej staram się unikać jezior, bo po pierwsze są dla mnie zazwyczaj zbyt monotonne, a po drugie w przypadku załamania pogody stają się szczególnie niebezpieczne. Mierzcie siły na zamiary i jeśli macie do pokonania jakieś wielkie jezioro najlepiej płynąć blisko brzegu zamiast z całym tym balastem wyprawiać się przez sam środek wielkiej wody, bo w razie wysokich fal i wywrotki, jeśli deska obróci się do góry dnem, będziecie w poważnym problemie z taką ilością ciężkich bagaży. Taka sytuacja jest raczej mało prawdopodobna, ja nie byłam jeszcze nigdy bliska odwrócenia deski, ale trzeba być ostrożnym. My np. raz przekraczaliśmy duże jezioro na trasie Elfstedentocht, przy silnym wietrze i coraz większych falach i powiem szczerze, że mądre to to nie było. Powoli, na siedząco przepłynęliśmy na drugą stronę, a tam z kolei utknęliśmy w szuwarach, bo wiatr tak mocno nas popychał w ich kierunku, że nie byliśmy w stanie płynąć gdziekolwiek indziej i w końcu musieliśmy rozbić się na wcześniejszy nocleg przy pierwszym możliwym zejściu na ląd. Dlatego też, warto mieć ze sobą kamizelki asekuracyjne, albo wypornościowe, bo nawet jeśli przez większość czasu ich nie użyjecie płynąc na spokojnych wodach i przy dobrej pogodzie, to mogą okazać się niezbędne przy takich trudnych etapach.

Przed wyjazdem dowiedzcie się też jak najwięcej o stanie rzeki, którą chcecie spływać. Najważniejsze to sprawdzić aktualny poziom wody. Przy za niskim, spływ może się okazać zupełnie niemożliwy, bo w przeciwieństwie do kajaków SUP potrzebuje więcej przestrzeni między deską, a dnem na swój fin, żeby nie zaczepiać o piach i kamienie. A przy za wysokim poziomie i ostrzeżeniach powodziowych jest to po prostu niebezpieczne i nierozsądne. 

W większości przypadków wasza trasa będzie miała przebieg liniowy, stąd warto zaplanować ją w miejscu, do którego łatwo będzie wam się dostać i np. zaparkować samochód na parę dni, oraz zakończyć też w dobrze skomunikowanym mieście, żeby mieć możliwie dużo opcji powrotu. Warto też pomyśleć, w których momentach na trasie możecie się ewakuować, jeśli przyjdzie taka potrzeba np. przy długotrwałym załamaniu pogody.

Co ze sobą zabrać?

 

Jak się spakować na SUPową wyprawę? Oczywiście podstawą będą wodoodporne worki do których możecie wrzucić wszystkie potrzebne rzeczy. Ja zamiast używać dedykowanych worków do sportów wodnych, zabieram ze sobą wodoodporne sakwy rowerowe firmy Crosso albo Ortlieb i bardzo polecam takie rozwiązanie. Kupno sprzętu wielofunkcyjnego, który sprawdzi się nie tylko podczas jednej aktywności sprawi, że nie tylko wydacie mniej kasy na swój ekwipunek outdoorowy, ale i bardziej świadomie podejdziecie do swoich wyborów zakupowych. Wierzę, że warto nie popadać w nadmierne gadżeciarstwo i kupować tylko te sprzęty, które są nam naprawdę potrzebne i które będą nam służyć przez lata. Zaoszczędzone pieniądze zawsze lepiej wydać na kolejny wyjazd niż sprzęt, o ile to możliwe. Ja swoich sakw polskiej firmy Crosso używam już od 16 lat, Ortlieb od jakiś 9 i obu nie mam absolutnie nic do zarzucenia. Są to sprzęty świetnej jakości i również w podróżach rowerowych (pod które w końcu zostały stworzone) sprawują się idealnie.

Sakwy z przodu SUPa mocuję za pomocą gumowych troków, które znajdziecie w zasadzie każdym modelu pompowanej deski. Tam trzymam rzeczy które najczęściej przydają się podczas dnia, tj:

  • aparat
  • komórka
  • krem z filtrem
  • dodatkowa kurtka czy bluza
  • jakieś przekąski do zjedzenia na wodzie, kiedy nie ma czasu na dłuższy postój

Do tego obok sakwy butelka z wodą i buty, jeśli pływałam boso i wiem, że będę schodzić na ląd w miejscach mało wygodnych, zarośniętych, z kamieniami.

SUP wyprawa - Pilica

Z tyłu, ponieważ moja deska nie posiada specjalnych uchwytów do mocowania troków, stosuję taśmy żeglarskie z napinaczem i obejmuje nimi sakwy razem z SUPem tak, żeby taśma przechodziła pod spodem za finem i nie zsuwała się. Nie jest to może rozwiązanie idealne, taśma mimo że napięta może zmniejszać opływowość deski, ale myślę że przy moich prędkościach nie są to zauważalne różnice ;). Jeśli chcielibyście podejść do sprawy konkretniej, to możecie zakupić specjalne łaty z metalowymi oczkami, przykleić je na stałe do swojej deski i dzięki temu uniknąć ściskania całego SUPa taśmą, a jedynie dodać kolejne troki na wierzchu. Nie są to popularne dodatki, ja znalazłam je np tu, tu albo tu.

Co poza tym warto spakować? Poniżej wrzucam Wam pełną listę rzeczy, które my zabieraliśmy ze sobą. Wiadomo, nie wszystkie są niezbędne i na pewno da się spakować jeszcze lżej jeśli zależy Wam na większej wygodzie i prędkości SUPowania. My nie przejmowaliśmy się specjalnie tymi kwestiami:

  • Namiot
  • Śpiwór
  • Materac / karimata
  • Hamak
  • Ładowarka słoneczna
  • Czołówka
  • Linka
  • Kindle
  • Go Pro
  • Powerbank
  • Telefon
  • Zegarek z GPSem
  • Kabel do ładowania telefonu
  • Przewodnik
  • Zapas jedzenia i wody
  • Mokre chusteczki
  • Papier toaletowy
  • Notatnik i długopis
  • Aparat
  • SUP i wiosło
  • Statecznik
  • Smycz do SUPa
  • Pompka
  • Buty na SUPa
  • Buty na zmianę
  • Taśmy żeglarskie z napinaczem
  • Wodoodporne sakwy rowerowy/worki transportowe
  • Worki na ciuchy
  • Worki na śmieci
  • Kurtka puchowa
  • Kurtka softshell
  • Kurtka przeciwdeszczowa
  • Bluza
  • Krem UV
  • Repellent na komary
  • Szczotka do włosów
  • Szczoteczka do zębów
  • Kamizelka wypornościowa
  • Legginsy
  • Ubrania na zmianę/do spania
  • Strój kąpielowy
  • Koszulki sportowe
  • Czapka / chustka na głowę
  • Bielizna
  • Skarpetki
  • Okulary przeciwsłoneczne
  • Ręcznik
  • Palnik
  • Gaz
  • Zapałki lub zapalniczka
  • Menażka
  • Kubek
  • Miska
  • Spork
  • Nóż
  • Biodegradowalna pasta do zębów
  • Biodegradowalny szampon do włosów

Jako że podczas SUPwyprawy mamy kontakt z wodą i większą część czasu spędzamy blisko natury, często również myjąc się, ważne jest dla mnie żeby wszystkie kosmetyki jakie zabieramy były naturalne i biodegradowalne (przyznaję, zaczynam mieć hopla na tym punkcie). Zawartość mojej kosmetyczki wygląda więc mniej więcej tak:

Kosmetyczka w podróży

Długie SUP podróże nie są łatwe. Wymagają dużego samozaparcia, gotowości porzucenia wygody i otwartości na to, co się wydarzy. Nie wszystko można dokładnie zaplanować, bo przy tylu dniach wiosłowania najprawdopodobniej pierwszy raz będziecie pokonywać daną trasę. Ale to równocześnie jedna z największych zalet spływu na dmuchanej desce. Poza tym, jeśli kiedykolwiek marzyliście o dalekich wyprawach pełnych przygód, spakujcie się na SUPa i sprezentujcie sobie parę wolnych dni zaczynając choćby na pobliskiej rzece. Najprawdopodobniej zdziwicie się, jak bliskie wielkiej wyprawy, może nawet ekspedycji, będzie to odczucie ;). Przygodę, odkrywanie nowego, przerwę od rutyny i niepowtarzalne wspomnienia macie gwarantowane. A to chyba liczy się najbardziej, no nie?

Kuba Sochacki (zdjęcia)
div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://outdoorito.com/wp-content/uploads/2020/07/SUP_wyprawa.jpg);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 800px;}