Mglista sobota u niemieckich sąsiadów

czyli jak mimo szarej pogody przeżyć kolorowy dzień

Stałyśmy z Moniką uśmiechnięte przy górnej stacji kolejki Fuerenalp w Engelbergu i rozemocjonowane relacjonowałyśmy reszcie naszej ekipy przebieg minionego poranka. Przekrzykiwałyśmy trochę siebie nawzajem opowiadając o tym, który moment via ferraty sprawił nam najwięcej trudności, kogo spotkałyśmy po drodze i że cieszymy się gigantycznie, że pogoda nie pokrzyżowała nam planów. Po południu podszedł do mnie jeden z kumpli i powiedział: – Aga, a jak mi Monika pożyczy sprzęt, to pójdziesz ze mną na tę ferratę jeszcze raz jutro z samego rana? Słychać było nutkę żalu w jego głosie, że do nas nie dołączył. Wspinał się już kiedyś z liną i na pewno dałby sobie radę również na via ferracie. Nieco później okazało się, że Karolina też chciałaby rozpocząć swoją przygodę z tym sportem. I tak właśnie zaplanował się weekendowy wyjazd do Szwajcarii Saksońskiej.

Szwajcaria Saksońska to trochę pokręcona nazwa. Nikt, kto wcześniej o niej nie słyszał nie domyśli się, że to park narodowy położony na granicy niemiecko-czeskiej. Każdy wie, gdzie leży Szwajcaria. Pomija się jakoś słowo saksońska i nie zastanawia się z jakim krajem może się ono wiązać. Ale gdy tylko wspomnę znajomym z Wrocławia, że to niedaleko Drezna, to w głowach się rozjaśnia i wydaje się zrozumiałe, że można tam pojechać tylko na weekend. W kilku źródłach znalazłam informacje, że sporo jest tam via ferrat. Nawet więcej, że są one w sam raz dla początkujących! Pomimo mało zachęcającej prognozy pogody, wsiadłyśmy w sobotę rano w samochód i pognałyśmy autostradą do naszych zachodnich sąsiadów.

Zrobienie rozeznania w internecie, na którą via ferratę się tam udać nie było proste. Wszystkie dostępne informacje były po niemiecku, a ja władam tym językiem tak sobie. Znalazłam kilka tras opisanych jako leicht (łatwe) i dwie opisane jako schwer (trudne). Chciałam w sobotę zabrać Karolinę na coś prostszego, żeby wytłumaczyć jej zasady poruszania się na via ferratach bez strachu, że na czymś zbyt trudnym się zniechęci. I jeśli poszłoby nam dobrze, to w niedzielę przejść te dla bardziej zaawansowanych. Zadowolona ze swojego planu wydrukowałam znalezione opisy tras i czekałam na weekend. W piątek jednak coś mnie tknęło. Przypomniało mi się kilka faktów, które połączone w całość kazały mi zmienić decyzję i rzucić się z Karoliną na głębszą wodę, a raczej trudniejszą via ferratę. Dlaczego pomyślicie? Ano dlatego, że via ferraty o trudności A czy B, to takie normalne szlaki, na których dla komfortu psychicznego trzeba się wpiąć w metalową linę. Karolina, która miała za sobą już przejście najtrudniejszych tras w polskich Tatrach (tak, Orla Perć była na tej liście) mogła doznać zawodu, że te via ferraty dla niej za proste i nigdy więcej nie zechcieć ze mną pojechać. Po drugie, sprawdziłam o jakiej wycenie via ferratę robiłam jako pierwszą w życiu. Zabrał mnie na nią pewien Włoch w miasteczku Lecco, nad jeziorem Como. Kiedy okazało się, że miała wycenę D (!), nie miałam już żadnych wątpliwości – idziemy na “trudną” Häntzschelstiege i niech się dzieje co chce!

Stolicą Szwajcarii Saksońskiej jest miejscowość Bad Schandau położona nad Łabą. Malutkie, urokliwe miasteczko jest zapleczem parku narodowego – hotele, restauracje, sklepy, bankomaty. My raczej radzimy omijać i udać się w głąb parku. Jest jednak jeden ważny powód dla którego być może będziecie musieli udać się do tego miasta. Chodzi mianowicie o sprzęt do via ferrat. Jeśli macie swój to świetnie, ale wiele początkujących osób nie będzie chciało zapewne w niego inwestować, jeśli jeszcze nie wiedzą czy im się ta aktywność spodoba. Przerobiłyśmy ten temat z Karoliną, która obdzwoniła kilka ścianek wspinaczkowych we Wrocławiu z pytaniem czy mają do wypożyczenia zestaw do via ferrat. Niestety nikt jeszcze nie wpadł na ten pomysł biznesowy. Karolina w ostateczności pożyczyła sprzęt od znajomej, ale jeśli Wy nie macie takiej opcji to polecamy stronę: https://bad-schandau.de/what-we-offer/bicycle-and-outdoor-gear-hire/?lang=en
W hotelu Elbenresidenz na rynku w Bad Schandau, mieści się centrum informacji turystycznej, w którym można sprzęt wypożyczyć. Kosztuje to około 12 EUR za dzień i konieczna jest kaucja 25 EUR w gotówce. Piszę około, bo na niemieckojęzczynej wersji strony napisane jest 12EUR, a na angielskiej 10EUR. Warto najpierw skontaktować się z nimi mailowo bądź telefonicznie, żeby go zarezerwować, ponieważ w sezonie na pewno mają wielu zainteresowanych. Myślę, że napisanie wiadomości po angielsku powinno zadziałać. Jeśli nie mówicie po niemiecku dodałabym niemieckie tłumaczenie z Google Translate. Na pewno zrozumieją zlepek dwóch języków. 🙂 Nie zapomnijcie podać rozmiaru uprzęży!

Dane do kontaku:
Tel. +49 (0)35 022 – 900 50
aktiv@bad-schandau.de

Droga z Wrocławia do centralnej niemieckiej części parku (bo istnieje też przecież Czeska Szwajcaria) zajmuje niecałe 3h (około 260km). Na drodze Kirnitzschtalstrasse jest sporo parkingów. Jeździ nią również żółty tramwaj, którym można przemieszczać się wzdłuż drogi i docierać do różnych punktów wejścia do parku. My zostawiłyśmy samochód nieopodal stacji Lichtenhainer Wasserfall, przy której znajduje się też restauracja o tej samej nazwie i mały sklepik z pamiątkami (warto kupić mapę – 6 EUR). Parking jest płatny 1 EUR za godzinę lub 5 EUR za cały dzień. Początek szlaku, który najszybciej poprowadzi Was do via ferratty jest przy stacji Kirnitzschtal Beuthenfall. Nie znalazłyśmy tam jednak już miejsca do zaparkowania. Jeśli macie więcej czasu i nie przeszkadza Wam dalszy spacer do startu via ferraty, to wydaje mi się, że można znaleźć też bezpłatny parking wzdłuż drogi, ale pozostawiam to już waszej inwencji. Pomimo brzydkiej pogody, w sobotę około godziny 11 rano wiele parkingów było już zapełnionych, weźcie to pod uwagę planując wyjazd.

Startując z Kirnitzschtal Beuthenfall ścieżka pnie się w lewo do góry. Gdy tylko pokonamy pierwsze krótkie podejście znajdziemy się na małym rozdrożu. Tutaj zostajemy na głównej drodze i po kolejnych kilkuset metrach dochodzimy do kolejnego skrzyżowania, gdzie tym razem skręcamy w prawo. Niebawem po lewej stronie zobaczymy skały i ścieżkę prowadzącą do nich po kilku stopniach. Po dojściu do skalnej ściany skręcamy w prawo i obchodzimy ją do miejsca gdzie zobaczymy mały zielony drogowskaz do Häntzschelstiege. Jeśli nie pojawicie się tam super wcześnie rano to jest duża szansa, że spotkacie ludzi, którzy właśnie będą zakładać uprzęże, żeby rozpocząć wspinaczkę. To pomoże Wam również zlokalizować start.

Początek może być nieco trudny dla kogoś, kto nigdy się nie wspinał, ponieważ pierwsze 2-3 metry w pionie trzeba zrobić bez asekuracji po glinianym podłożu z wyżłobionymi stopniami. Warto popatrzeć na nie wcześniej przez moment i szybko przemyśleć od której nogi zacząć i jak ją ustawić, żeby bezpiecznie dostać się do miejsca gdzie już można wpiąć się w metalową linę. Via ferrata składa się z dwóch etapów. Pierwszy biegnie dużym zawijasem najpierw po zewnętrznej części ściany, po czym lekko wchodzi w zacięcie między dwiema skałami. Po jego pokonaniu wychodzimy na bezpieczny teren z którego możemy podziwiać widoki. 

Następnie udajemy się na prawo od miejsca gdzie kończą się zabezpieczenia i po przejściu około 30-40m wchodzimy w wąski przesmyk pomiędzy dwiema skałami. Droga w nim składa się głównie z metalowych obręczy, które stanowią stopnie i chwyty, a w środkowym jej biegu jest drabina. Świetnym odcinkiem tego etapu jest miejsce gdzie pod nogami mamy bardzo głęboką szczelinę pomiędzy dwoma skałami i musimy przejść nad nią na skałę po drugiej stronie. Po wyjściu z tych trudności pozostaje przejście górą pomiędzy głazami i nieco węższymi szczelinami (gdzieniegdzie są jeszcze metalowe liny).

Ostatnie zabezpieczenia na via ferracie w Szwajcarii Saksońskiej

I to niestety jest już koniec via ferraty. Nam pozostał dość spory niedosyt. Któraś nawet wypowiedziała na głos zdanie: To już? Niestety to faktycznie było już. Z tamtego miejsca jest wiele wariantów spacerowych. My wybrałyśmy się jeszcze na Carola Felsen, gdzie siedziąc w siąpiącym deszczu podziwiałyśmy mroczny krajobraz, jednocześnie jedząc czereśnie i zagryzając je kabanosami. Potem przy Idagrotte odnalazłyśmy Kamilę z Jussi i zrobiłyśmy jeszcze godzinny spacer drogą widokową (tzw. Malerweg).

Z powodu mało zachęcającej do aktywności pogody postanowiłyśmy tego samego dnia wrócić do Wrocławia. Zanim jednak udałyśmy się w drogę powrotną pojechałyśmy jeszcze zobaczyć znany ze zdjęć kamienny most w Bastei. W takiej mrocznej i mokrej aurze robił całkiem niezłe wrażenie. Było coś magicznego w szarości i mgłach unoszących się nad skalnymi ostańcami tamtej soboty. Podobno nie ma złej pogody są tylko słabe charaktery i źle dobrane ubrania. Z ubraniami już problemów nie mamy. Jeszcze czasem tylko charaktery opowiadają się za ciepłym i suchym łóżkiem. Zachęcamy Was jednak do wyjścia z domu nawet gdy pada deszcz. Na pewno zobaczycie pomiędzy kroplami coś nowego i z dużo większym smakiem wypijecie herbatę po powrocie do domu.

Sztuczki i kruczki:

 

  • Kupcie mapę. Serio. Teren jest relatywnie mały, a ścieżek jest bardzo dużo, co sprzyja pomyłkom w nawigacji. Nam nawet z mapą czasami zdarzyło się zastanawiać gdzie u licha jesteśmy i w którą stronę powinnyśmy skręcić.
  • Via ferraty są oznaczone zielonym trójkącikiem, który wygląda jak przycisk Play. Ale taka prawdziwa via ferrata, do której naprawdę potrzeba sprzętu i może Wam dać jakieś pojęcie jak wyglądają via ferraty w Alpach, jest tylko jedna i o niej właśnie powyżej napisałyśmy.
  • Jeśli obierzecie Szwajcarię Saksońską jako cel tylko via ferratowy, to możecie się rozczarować. Spróbujcie to połączyć z wycieczką do czeskiego Děčína (gdzie na jednej skale poprowadzone jest podobno aż 15 dróg różnej trudności), w okolice miejscowości Oybin na via ferratę Alpiner Grat, czy też do Semily nad Izerą na via ferratę Vodni Brana. Czeka Was trochę przemieszczania się, ale przynajmniej nie spędzicie 6h w samochodzie tylko po to, żeby przejść jedną via ferratę i wrócić do domu jak zrobiłyśmy my 😉
  • Pamiętajcie, że via ferraty są obarczone większym ryzykiem, ponieważ wycofanie się z trudnego terenu jest zazwyczaj niemożliwe. Nie przeceniajcie swoich możliwości. Jeśli jest to dla Was nowa forma spędzania czasu wolnego, warto mieć ze sobą bardziej doświadczoną osobę.
  • Nigdy nie wpinajcie się w linę, w którą ktoś jest już wpięty. Poczekajcie, aż przepnie się w kolejną linę i dopiero wtedy kontynuujcie wspinaczkę.
  • Sprawdźcie dobrze prognozę pogody i nie decydujcie się na przejście, jeśli mają wystąpić burze. Nie musimy chyba wyjaśniać jak może się skończyć nasza obecność wśród metalowych elementów via ferraty, kiedy dookoła błyskają pioruny.
  • Nie potrzebujecie specjalnych rękawiczek. Ponieważ to krótka via ferrata wasze dłonie nie powinny na tym bardzo ucierpieć. Dobrą opcją są również rękawiczki rowerowe, aczkolwiek mogą się zniszczyć.

Packlista

 

  • sprzęt na via ferraty: uprząż, lonża, kask, opcjonalnie rękawiczki
  • plecak 20l+
  • niskie buty trekkingowe
  • wygodna odzież
  • kurtka przeciwdeszczowa
  • krem z filtrem UV
  • woda i przekąski
  • opcjonalnie okulary przeciwsłoneczne
Malerweg w Szwajcarii Saksońskiej
div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://outdoorito.com/wp-content/uploads/2018/07/Via-ferrata-w-Szwajcarii-Sakskonskiej.jpg);background-color: transparent;background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 100px;}