Wiosenna via ferrata w okolicy Engelbergu

czyli jak dokładnie sprawdzić czy ma się lęk wysokości w sercu szwajcarskich Alp

Trzymaj ręce proste, trzymaj ręce proste – powtarzam sobie w duchu. Drabinka giba się w przód i w tył przy każdym ruchu. Jej przejście nie jest trudne, ale zdecydowanie męczące. Szczególnie jeśli musisz się cofać, bo karabinki zaczepiły się o łącznik na poprzednim przepięciu. Dwa razy przystaje i blokuję się łokciem. Potem będę miała przez to siniaki na wewnętrznej stronie ręki. Ale to nic. Cieszę się, że to zrobiłyśmy.

Gdy pierwszy raz zobaczyłam topo tej via ferraty na usta cisnęły mi się tylko przekleństwa, żeby opisać jaka moim zdaniem jest trudna. Obejrzałam ze 3 filmiki na YouTubie i w sumie to nawet się cieszyłam, że większość naszego pobytu w Szwajcarii ma padać deszcz. Nie padał. Co pozbawiło mnie jakichkolwiek wymówek.

Via ferraty to taki trochę dziwny sport. Ani to nie jest do końca wspinaczka, ani to tym bardziej nie jest trekking. Niby prostsze od wspinaczki, bo jest dużo sztucznych ułatwień, więc nie macasz ściany modląc się o chwyt. Największą trudnością via ferrat jest to, że nie można się z nich wycofać (chyba, że mamy linę). A skutki odpadnięcia w naszej wyobraźni rysują się w dużo czarniejszych barwach niż kontrolowany lot we wspinaczce sportowej. Dlatego jak mówi Monika, od via ferraty się nie odpada, lonża i uprząż to wsparcie psychiki, a my te 700m ściany zrobiłyśmy tak jakby bez asekuracji. Ale zacznijmy od początku.

Zaplanowałyśmy, że ruszymy z kempingu o 5:30 rano. Na 13:00 prognozowany był deszcz i chciałyśmy zdążyć przed nim. Obudziłam się o 5 razem z budzikiem i tylko szepnęłam do Moniki, że nie wstaje, bo skała na pewno jest jeszcze będzie mokra i że pójdziemy za godzinę. Na start miał nas podwieźć Kuba. To taki nasz najlepszy kumpel, który robi świetne zdjęcia (część z nich można zobaczyć w innych naszych wpisach). Ma też drona. Kiedy poprzedniego dnia usłyszał, że chcemy wyjść o świcie rzucił tylko krótkie: Obudźcie mnie. Z radości, aż lekko podskoczyłyśmy. Nie dlatego, że piechotą dojście do startu ferraty zajęłoby nam godzinę, a Kuba podwożąc nas samochodem zaoszczędziłby nam kilkanaście minut marszu. Powodem był właśnie dron i epickie zdjęcia jakie na pewno by powstały, jeśli Kuba poszedłby z nami. Po krótkim marudzeniu w śpiworach i szybkiej akcji pakowania, w czasie której Natalia wyskoczyła z namiotu i krzyknęła, że ona też jedzie, zjawiliśmy się pod ścianą kilka minut po 7.

Engelberg promuje się w internecie jako Klettersteig Eldorado, czyli raj dla miłośników via ferrat. Jest ich w okolicy 6 i mają różne trudności. Wiosną, czyli kiedy my zawitaliśmy do Szwajcarii otwarta była tylko jedna z nich – Klettersteig Fürenwand. Biegnie ona po skale poniżej kolejki linowej do schroniska Fürenalp. Niecały tydzień później otwarto 2 kolejne: Klettersteig Zittergrat i Klettersteig Brunnistöckli, ale zaznaczono, że na drodze podejściowej do nich leży jeszcze śnieg. W Szwajcarii do oznaczania trudności via ferrat używa się innej skali. K1 do K6 gdzie K1 jest odpowiednikiem A a K6 odpowiednikiem F w oznaczeniach znanych nam z Austrii. W tym rejonie każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jest dostępna zarówno trasa o wycenie K2 (B) dobra dla początkujących, jak i trasa K4/K5 (D/E), na którą polecamy iść jeśli już macie za sobą pierwsze kroki na via ferratach. Nie wybierajcie via ferraty, jeśli przeczytacie na stronie, że jest ona jeszcze zamknięta. Oznacza to, że nie została sprawdzona po zimie. Niektóre elementy mogły ulec zniszczeniu i czekają na naprawienie przez odpowiednie służby.

Dojście do startu via ferraty Fürenwand z parkingu (darmowy!) przy dolnej stacji kolejki Seilbahn Fürenalp zajmuje około 20 minut. Za szlabanem idźcie dalej asfaltową drogą (nie przez środek łąki będącej lądowiskiem dla paralotniarzy). Po kilku minutach skręćcie w lewo, w ścieżkę oznaczoną na niebiesko (jest tam również drogowskaz na via ferratę). Podążając nią przez dość gęste zarośla, po kilkunastu zakrętach zauważycie drabinę będącą początkiem via ferraty. Przy jej starcie zaskoczy Was, może tak jak nas, zalaminowana książeczka z dokładnie opisanymi lonżami kilku firm produkujących sprzęt outdoorowy, które musiały wycofać je z rynku na przestrzeni ostatnich 10 lat, ze względu na wady fabryczne. Fakt. Lepiej sprawdzić to przed startem niż nie sprawdzić w ogóle. Trochę jednak głupio dopiero wtedy się przekonać, że nasz sprzęt do niczego się nie nadaje i musieć obejść się smakiem. Dlatego jeśli nabyliście swoje lonże przed 2013 rokiem lub kupiliście od kogoś używane koniecznie sprawdźcie w internecie czy nie należą one do grupy produktów wycofanych z rynku. Wśród nich były takie modele jak:

  • Wszystkie lonże Petzl SCORPIO wyprodukowane z numerem seryjnym niższym niż 11137****.
  • Wszystkie lonże Mammut z elastycznymi taśmami z 2012 roku generacji Tec Steps.
  • Starsze lonże firm Rapex i AustriAlpin.

Więcej informacji odnajdziecie na stronie producentów.

Dokładne topo trasy możecie zobaczyć tutaj, więc nie będę opisywać po kolei wszystkich sektorów. Zwrócę uwagę tylko na kilka kluczowych elementów:

  1. Via ferrata zaczyna się drabinką i drabinką (prawie) się kończy. O ile pierwsza jest solidną metalową konstrukcją przytwierdzoną do ściany, o tyle ta druga jest jak już wspomniałam na początku wpisu dość niestabilna. Chybocze się na wszystkie strony, jest minimalnie przewieszona i dość długa. Podejdźcie do niej na spokojnie, trzymajcie wyprostowane ręce, a powoli i z uśmiechem ją pokonacie.

2. W połowie trasy będziecie mieć do zrobienia dość długi i łatwy trawers, na którego końcowym etapie została powieszona huśtawka. Idealne miejsce na odpoczynek, zjedzenie batona i napicie się wody. Gdybym mieszkała w Engelbergu uwielbiałabym tam przychodzić na kawę. Gapiłabym się wtedy na szczyt Titlis znajdujący się po drugiej stronie doliny. Ale niestety tam nie mieszkam i nie lubię kawy 😉

Via ferrata Fürenwand ławeczka na odpoczynek

3. Najtrudniejszym moim zdaniem sektorem via ferraty jest przejście miejsca opisanego na topo jako Wasserwand. W dosłownym tłumaczeniu jest to ściana wody. I tym dokładnie jest w rzeczywistości. Przechodzi się kilkanaście (a może i kilkadziesiąt) metrów po ścianie z której leje się woda. Zmoczy Was tam konkretnie. Trzeba zachować ostrożność, bo metalowe elementy robią się śliskie a lejąca się do oczu woda potrafi wybić z rytmu oraz wyprowadzić z równowagi, co w sektorze D/E jest wysoce niepożądane.

4. Widząc wycenę via ferraty jako D/E pewnie pomyślicie, że jest dosyć ambitna. Jednak jeśli robiliście już wcześniej drogi C i nie były dla Was wyzwaniem oraz macie dobrą kondycję i chociaż trochę wspinaczkowego doświadczenia, to nie wahajcie się zbyt długo. Głównym aspektem decydującym o wycenie tej drogi jest ekspozycja. To 700m pionowej ściany, gdzie każde spojrzenie w dół potrafi przyprawić o szybsze bicie serca, bądź nieprzyjemne ukłucie w dołku. Zatem jeśli wysokość i przestrzeń Wam niestraszna i ruszacie się z kanapy zdecydowanie częściej niż raz na kilka miesięcy to polecam, zachęcam i rekomenduje Fürenwand na przyjemny poranek w szwajcarskich Alpach. Jest świetnie ubezpieczona i ma mnóstwo sztucznych ułatwień, które były widocznie odnowione po zimie.

Image module

5. Wiosna to w Alpach czas, kiedy wywołuje są kontrolowane lawiny, aby oczyścić szlaki i otworzyć je dla turystów. Żeby je wywołać, podkłada się i detonuje ładunki wybuchowe. Nasze przejście via ferraty było akompaniowane hukiem takich ładunków. Śmiałyśmy się leżąc potem na nasłonecznionej łące, że czułyśmy się prawie jak James Bond lub inny superbohater ścigany przez ciemniejszą stronę mocy. Szczególnie, że dopadły nas te efekty specjalne w najtrudniejszych momentach wspinaczki.

6. Zabezpieczenia via ferraty kończą się kilkaset metrów przed schroniskiem Fürenalp i górną stacją kolejki o tej samej nazwie. Na tarasie restauracji można wypić kawę lub piwko zwycięstwa oraz zjeść śniadanie. Ceny typowo szwajcarskie, czyli wysokie.

Na zakończenie mała scenka rodzajowa. Gdy pokonałyśmy około ⅓ ściany i wyszłyśmy na nieco łatwiejszy teren dogonił nas mężczyzna.

– We will let you go first. We don’t want to slow you down. Are you from here?

– Yes, I live in Engelberg and do this via ferrata every day. I have only one lung and this let me keep myself in a good shape.

2 godziny później

Congratulations! You made it! I have been waiting for you here for 1 hour and 20minutes…

Oniemiałyśmy dwukrotnie spotykając 60-letniego Szwajcara wspinającego się na drogę o trudności D/E w 38 minut każdego dnia (nam zajęło to około 2,5h, a przewodniki mówią 3-4h). O ile dobrze go zrozumiałyśmy czasem robi to nawet 2 razy dziennie. Jest przewodnikiem górskim, wspinaczkowym i narciarskim. Wskazał nam palcem po okolicznych szczytach gdzie są jeszcze fajne via ferraty, ale wówczas dopiero czekały na otwarcie w tym sezonie.

Po pierwszej via ferracie tego roku, mimo że była świetna, pozostał duży niedosyt. Gdyby ktoś planował wyjazd via ferratowy i szukał ekipy odezwijcie się! Chętnie się przyłączę! 🙂

Image
Kuba Sochacki (zdjęcia z drona) + Monika Zajda (zdjęcia)
div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://serwer22281.lh.pl/wp-content/uploads/2018/05/Via-ferrata-Fuerenwand-panorama-w-Engelbergu.jpg);background-color: transparent;background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 100px;}